środa, 8 lipca 2015

ROZDZIAŁ 12

Chodziłyśmy po centrum handlowym jakieś dwie godziny i miałyśmy już mnóstwo toreb z zakupionymi ciuchami, butami, biżuterią i różnymi gadżetami. Uwielbiałam robić zakupy, zwłaszcza z przyjaciółką. Wstąpiłam także do księgarni żeby kupić kilka nowych książek, bo nie miałam już co czytać. A mówiąc kilka, mam na myśli dziesięć książek. Kiedy Charlotte zobaczyła tą ilość, o mało jej oczy z orbit nie wypadły, ale nic nie powiedziała, wiedziała, że kocham czytać.
Wyszlysmy z ksiegarni i ruszylysmy w stronę nowo otwartej kafejki, kiedy nagle zaczął dzwonić telefon mojej przyjaciółki.
-Tak, mamo? Ale teraz? Ugh... No dobra... Cześć.-rozłączyła się i wywróciła oczami.- Muszę jechać do pracy mojego taty, w czymś tam pomóc. Poradzisz sobie sama? Najwyżej spotkamy się w domu. No chyba, że chcesz żebym zadzwoniła i powiedziała, że nie przyjdę. Żaden problem, naprawdę. Nie chcę cię zostawiać- powiedziala lagodnie.
-Nie, nie. Jest w porządku, naprawdę. Idź, ja jeszcze zajde do kilku  sklepów , coś zjem i spotkamy się w domu. Za dwie godziny powinnam wrócić. - przytuliłam ją, rzuciłam uśmiech i ruszyłam w kierunku mojego ukochanego sklepu z butami.
              *Charlotte*
-Tato? Już jadę, będę za 15 minut.
-Oh, skarbie, nie. Jestem w domu, razem z mamą. Mamy ci coś ważnego do powiedzenia.
-Um... Okay. O co chodzi? -zmarszczylam brwi i spytałam
zmieszana
-To nie jest rozmowa przez telefon, Charlotte.- słyszałam, że był już trochę zirytowany, więc odpuściłam.
-Okay, okay. Zaraz będę. -rozłączyłam się.
                      ***
-Mamo? Tato? Gdzie jesteście?- krzyknęłam.
-W salonie! -poszlam w tamtym kierunku, ale zanim tam dotarlam poczułam malutkie rączki owinięte wokół moich ud. Spojrzałam w dół i zobaczyłam Rosie.
-Cześć, mała. Jak było u babci?-wzięłam ją na ręce i cmoknelam w policzek.
-Faaajnie! -uśmiechnęła się szeroko i zaklaskala w małe, pulchniutkie rączki .Po chwili jednak stała się poważna. -Ale osa mnie ugryzła.- wydęła usta w niezadowoleniu i pokazała zaczerwienione miejsce na ramieniu.
-Ale ma tupet ta osa, co? Trzeba było ją też ugryźć.- potarlam swoim nosem o jej. W odpowiedzi zasmiala się głośno.
-Nieee... Głuptasku. -wzięła moją twarz w swoje malutkie dłonie i spojrzała mi głęboko w oczy.- Słuchaj, pomagałam dziadziusiowi czyścić konika i dziadziu powiedział, że konik mnie bardzo kocha, bo mu tak powiedział. I ja chcę porozmawiać z tym konikiem. Ale on nie chce. Musisz mi pomóc! -spojrzała na mnie tymi swoimi ogromnymi, ciemnymi jak węgiel oczami. Była śmiertelnie poważna.
-Dobrze, dobrze. A teraz idziemy rozmawiać z rodzicami, bo mają nam coś ważnego do powiedzenia.
Postawiłam małą na nogi, złapałam za rączkę i razem ruszylysmy do salonu, gdzie znalazłyśmy rodziców siedzacych sztywno na białej, skorzanej kanapie. Byli bardzo spięci. To, co chcieli nam powiedzieć musiało być bardzo ważne.
-Mamo? Tato? Co się dzieje? -spojrzałam na nich zmieszana, kiedy mama popatrzyla na tatę.
-Ty im powiesz?- zapytała. Ojciec wziął głęboki oddech i zaczął mówić..
            *Jessamine*
Kiedy opuściłam ostatni sklep, zbliżała się 15. Postanowiłam odwiedzić Will'a w pracy. Skierowałam się do cukierni, gdzie kupiłam mu jego ulubione kremówki i ruszyłam do samochodu. Byłam zadowolona z tego, że pojechałam własnym. Szybko odszukałam pojazd na parkingu, odpaliłam silnik i wyjechałam na ulicę.  Dojazd do sklepu z płytami, gdzie pracował Will zajmował mi około dziesięciu minut. Dotarłam na miejsce, szybko wyskoczyłam z auta i ruszylam do drzwi. Kiedy weszłam do pomieszczenia przywitali mnie przyjazny uśmiech Lilly, która również tam pracowała. Podeszlam do lady i odwzajemnilam gest.
-Um, cześć. Jest tu gdzieś może Will? Przyniosłam mu kremowki.- uśmiechnęłam się lekko i podniosłam w górę papierową torbę ze słodyczami. Zauważyłam, że nagle stała się spięta. Zmarszczylam brwi.- Lilly? In tu jest, prawda? Co sie dzieje?- byłam zdezorientowana, kiedy jej oczy podwoily swoje rozmiary. Zaczęła miętosić w ręce swoją bransoletke, kiedy się odezwała.
-Ja... Um... Znaczy, nie ma go poszedł po dostawę jakichś płyt. -wydukała, nawet na mnie nie patrząc. Zmrużyłam oczy.
-Klamiesz. Powiesz mi łaskawie co się tu, do cholery jasnej dzieje? -podniosłam lekko swój głos. -Dlaczego go kryjesz? Gdzie on jest?-spojrzała w kierunku zaplecza. I zaraz znowu zaczęła kłamać.
-Nie ma go tu! Wyszedł godzinę temu!
-Kłamiesz. -wycedziłam przez zaciśnięte zęby. -Dobra, wiesz co? Dzięki za pomoc. -rzuciłam sarkastycznie.- Sama go poszukam. -odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę zaplecza.
-Cześć ko...- nagle cały świat zawirował mi przed oczami. Torba trzymana w rękach upadła na podłogę, szeleszcząc przy tym lekko. Oczy zasnuły się łzami, palce wplotlam we włosy i pociągnęłam z całej siły. Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Wszystko wokół nagle jakby zwolniło. Przed moimi oczami stał Will, obsciskujący się z jakąś dziewczyną, której nigdy nie poznałam. Nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Po prostu stałam tam jak słup soli i nie mogłam uwierzyć w całą zaistniałą sytuację. Ci dwaj nawet nie zauważyli, że weszłam, dopóki się nie odezwałam, chociaż to, co starałam się powiedzieć nie miało ładu i składu.
-Jak..? Czy ty.... Ona...Will?- oderwali się od siebie gwałtownie i spojrzeli w moją stronę.
-Jessie, to nie tak...-ruszył w moją stronę, ale powstrzymalam go gestem ręki.
-Dlaczego?- moje ciało było odrętwiałe, szumiało mi w uszach.
-Oh, błagam, Will, kończ tę szopkę raz na zawsze.- powiedziała nieznajoma, przewróciła oczami i skrzyżowała ramiona. Spojrzałam na nią zdezorientowana, później przeniosłam wzrok na Willa. Już nie był przerażony, tylko uśmiechał się w moją stronę złośliwie.
-Oh, Jess..Ty naprawdę myślałaś, że zależy mi na tobie?-zasmial się, kiedy nie odpowiedziałam, tylko otworzyłam szerzej oczy.- No to byłaś w błędzie. Chcesz wiedzieć co i jak, maleńka? -obniżył się minimalnie na swoich kolanach, by jego twarz była na równi z moją. -Zakład. -powiedział powoli. Zachłysnęłam się powietrzem, ale się nie odezwałam. -Kiedy to my się poznaliśmy? Trzy lata temu? Poświęciłem się, czyż nie? Ale było warto. Wiesz o co się założyliśmy? Oni uważali, że nie dam rady cię wyrwać- uśmiechnął się złośliwie. -Ja wierzyłem w swoje możliwości. Najpierw udawałem twojego przyjaciela, a gdy cię pocalowalem, spodziewałem się odrzucenia. A ty wskoczyłaś mi w ramiona jak ostatnia dziwka. Myślałem, że jesteś bardziej poukladana. -kpił ze mnie.- Suma sumarum, wygralem zakład. Chcesz wiedzieć co to było? -nie odpowiedziałam, tylko patrzyłam w pustą przezeń gdzieś za nim.- Samochód. -wyszeptał wprost do mojego ucha. -Zajebisty, sportowy samochód. Nie musisz znać marki, i tak się na tym nie znasz.
-Will, starczy już, ona ma dość. Chciałam żebyś tylko jej wszystko wyjaśnił. -Odezwała się nnieznajomą.Nawet na nią nie spojrzał. 
-To by bylo na tyle. Nie mam nic więcej do powiedzenia. Hannah, spadamy stąd. -blondynka szybko do niego podeszła, rzuciła mi jeszcze tylko współczujący, szczerze współczujący uśmiech.
Kiedy zostałam sama w pomieszczeniu, upadłam na podłogę, objęłam ramionami kolana i siedziałam tak, patrząc się na ścianę. Nie plakalam, byłam w dziwnym stanie odrętwienia. Nie mogłam uwierzyć, że to wszystko było ustawione. Ufalam mu, myślałam, że może jemu na mnie zależy. Nie mogłam uwierzyć w to, jak bardzo głupia byłam.
Wydawało mi się, że ktoś wszedł do pomieszczenia, próbował mnie nakłonić, żebym wstała, ale ja nie byłam w stanie wykonać żadnego ruchu. Ledwo co słyszałam, co do mnie mówiono. Byłam pogrążona w oceanie wspomnień, które uderzyły we mnie z impetem. Moje zycie było niekończącym się pasmem nieszczęść.
        *Charlotte*
-Przeprowadzamy się do Australii. -ogłosił mój ojciec poważnym tonem.
-Co?! Dlaczego? -byłam kompletnie zbita z tropu.
-Musimy tam jechać i opiekowac się babcią, jest już stara, nie da sobie rady sama. Poza tym, spodoba wam się tam. Będziemy mieli piękny dom, blisko oceanu.
-Nie możecie mi tego zrobic, mam tutaj przyjaciół, mam tutaj Jesamine! Ona mnie potrzebuje, ja jej potrzebuję! -podniosłam głos.
-Lottie, nie dyskutuj, taka jest moja decyzja i nie zamierzam jej zmienić. -Potarl palcami skronie..-Wyjeżdżamy dokładnie za tydzień, więc idź na górę u zacznij się pakować.
-Ugh...-wyrzuciłam ręce w górę, poszłam do swojego pokoju i trzasnęłam drzwiami. Jak ja to powiem Jessie...
Usiadłam na łóżku i ukryłam twarz w dłoniach.
             *Harry*
Siedziałem przy kominku i grałem na gitarze, brakowało mi tego. Czekałem na telefon od Jess, bo mieliśmy się spotkać. W końcu, zniecierpliwiony, sam zadzwoniłem. Po kilku nieudanych próbach, wybrałem numer do Charlotte.
-'Halo?'
-Cześć, Lottie. Jest może z tobą Jess? Mieliśmy się spotkać, a nie mogę się do niej dodzwonic.
-'Oh, nie nie ma jej. Myślałam, że jest z tobą. Napisała mi SMS-A, że idzie się spotkać z tobą' .
-Cholera.
-'Zobacz, może siedzi u Will'a. W pracy. '- podała mi adres, pożegnała się i rozłączyła.
______________
Oki, rozdział dosyć długi mi wyszedł haha
Ale nie jestem z niego zbytnio zadowolona:)
Następny powinien pojawić się jeszcze w tym tygodniu, bo wena wraca xd małymi kroczkami, ale wraca:)
Do następnego! xxx

2 komentarze:

  1. Will ty dupku! Zakład?! Ja pierdole...Rozdział cudowny, jak zwykle:) czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  2. Oh wiedziałam,że Will jest wobec Jessie nieuczciwy,chory gnój! -_-
    A Harry..jej,mam nadzieję,że zaprzyjaźnią się..tylko :') .
    Super,Super,ciekawe kiedy znów pojawi się Zayn <3 .

    OdpowiedzUsuń