piątek, 26 czerwca 2015

ROZDZIAŁ 5

         *DWA DNI PÓŹNIEJ*
Obudził mnie irytujący dźwięk budzika Charlotte. Westchnęłam zrezygnowana i zwlokłam się z  wygodnego łóżka i poszlam wziąć prysznic. Postanowiłam nie budzić na )razie Lottie, bo chyba zapomniała, że dzisiejsze lekcje są na późniejszą godzinę, bo przyjeżdża jakaś uczelnia reklamowac nowe profile, czy cos w tym stylu. Ja oczywiście zostałam w to wkrecona i muszę ich wszystkich witać, towarzyszyć im, bla bla bla..
Wyszłam spod prysznica, owinęłam miękki ręcznik wokół ciała i poszłam do pokoju aby sie pomalowac. Postanowiłam wyjątkowo nałożyć cień do powiek. Na rzęsy nałożyłam masakrę.  Musnęłam policzki różem i pomalowalam usta czerwoną szminką. Moje kręcone włosy wyprostowałam, wzięłam dwa cienkie pasma, zaplotlam warkoczyki i spięłam z tyłu głowy. No cóż, jak szaleć, to szaleć. Podeszłam do szafy i zastanawiałam się co ubrać. Zdecydowalam się na rozkloszowaną spódniczkę w kwiaty, do tego krótki, biały top. Na to założyłam krótką, jeansową kurteczkę z rękawami do łokci. Na stopy założyłam swoje ulubione baletki. Zrezygnowałam z obcasow, bo wiedziałam że będę miała dużo biegania. Bez wysokich butów jednak, czułam się jak pieprzony skrzat. W sumie, byłam nim. Mialam zaledwie 158cm wzrostu! Nienawidziłam tego. Do niczego nie dosiegalam.
Westchnelam głęboko, podeszłam do lustra i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Jak nigdy nie jestem zadowolona ze swojego wyglądu, tak w tamtym momencie ropierała mnie duma! Uśmiechnęłam się szeroko i obudzilam Charlotte.
- Dziewczyno! Wygladasz cholernie gorąco! Coś tak czuję, że wszyscy będą sie na ciebie gapic! - powiedziała, poprawka- wywrzeszczala to z szerokim usmiechem.
- Dzięki, a teraz wstawaj. Za dwie godziny musisz być w szkole. Ja uciekam teraz.- wystawiłam jej język i wybieglam z pokoju, zanim zdążyła trafić mnie poduszką.
                      ***
Kiedy podjechałam pod budynek szkoły, od razu ruszylam do sekretariatu, żeby otrzymać harmonogram całego spotkania. W pewnym momencie dostałam wiadomość od nieznanego numeru
'Cześć, piękna. Miałabyś ochotę przyjs do mnie, na kolację ? Sam coś ugotuje.  Przyjade po ciebie o 19:00. Załóż  dla mnie sukienkę. Nie przyjmuję odmowy. Pamiętaj, jesteś mi winna przysluge. / Zayn xxx'
O, mój Boże! Czy mnie oczy nie mylą? Skąd on ma mój numer?! Z jednej strony byłam przerażoną jak cholera, a z drugiej czułam podekscytowanie, że znów go zobaczę. Postanowiłam odpisać.
'Z chęcią zjem z Tobą kolację. Jednak nie podoba mi się to, że chcesz mieć wpływ na to, co ubieram, sorry. Czyli ustalone, o 19:00 mnie odbierasz. Z powrotem powinnam być przed północą. Do zobaczenia xxx (chociaż nie ,w sumie mam jeszcze jedno pytanie. Skąd do cholery masz mój numer?!'
Wcisnęłam 'wyślij' i schowalam telefon do torebki. Za chwilę zaczną się te cale spotkania i tak dalej. Od samego myślenia o tym rozbolała mnie głowa.
-Jess! Szybko, już są! - zawołał Will, z którym razem mialam witać gości. - Witamy w piekle- zażartował, ruszając przy tym śmiesznie brwiami. Szturchnęłam go w.ramie, chichocząc.
-Daj spokój, jeszcze usłyszą. -uśmiechnął się szeroko, złapał w talii i ruszylismy witać tych wszystkich ludzi. Na początku, kiedy Will wykonał ten intymny dosyć ruch, czułam się niekomfortowo. Z biegiem czasu, zaczynałam się do tego przyzwyczajac, i musze przyznać ,że nawet mi się to podobało.
Znałam go.juz trzy lata i w sumie dobrze się dogadywalismy. Miał świetny charakter. Był bardzo zabawny, szczery, wrażliwy, pomocny,czasem miał niewyparzony  język, ale mi to nie przeszkadzało.
Will był wysokim chłopakiem, dobrze zbudowanym. Ale nie wyglądał jak kulturysta. Na szczęście. Jego włosy miały czarny, głęboki odcień, a oczy... Tak ,oczy miał cudowne. Koloru fiołków. Nie były do końca niebieskie, ani fioletowe. Bardzo mi się podobały. Miał cudowny uśmiech, białe zęby, pełne usta, pewnie są takie miękkie... Zaraz, zaraz. Co ja wygaduje?! Dlaczego myślę o jego ustach? Ugh, dziewczyno, opanuj sie.
- Wszystko w porządku? -zapytał lekko rozbawiony Will.
-Tak, dlaczego pytasz?
-Bo siedzisz tu, naprzeciwko mnie jak jakieś pieprzone zombie i sie we mnie wpatrujesz. - uśmiechnął sie, a ja oczywiście zrobiłam się czerwona jak burak.
-Ja.. Cóż, może lubię się w ciebie wpatrywac? - opuściłam wzrok, a myslach przyjebałam sobie w łeb. Co to miało być?
-Hej, popatrz na mnie. Nie chciałem cię zawstydzić, ani nie mam problemu z tym, że na mnie patrzysz. - popatrzył na mnie tymi swoimi oczami, a moje płuca  opuściło całe powietrze.
Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale właśnie aula zaczęła zapełniać się ludźmi. Westchnął tylko, uśmiechnął się i wrócił na swoje miejsce. Moje serce waliło tak szybko, jakbym przebiegła maraton. Przez całe spotkanie nie mogłam się skupić. Moje myśli zajmował Will. Co chcial powiedzieć? Cos ważnego? Tego się jednak juz nie dowiem.
                      ***
Kiedy spotkanie się skończyło, Will i ja musieliśmy posprzątać. Zajęłam się układaniem krzeseł, a mój towarzysz zzamiatał. Oboje milczelismy niezrecznie. Nie wiedziałam jak zacząć rozmowę. Rozbolała mnie głowa. Postanowiłam to jednak zignorowac i wróciłam do pracy. Kiedy skończyłam zwróciłam się w stronę Willa i obserwowałem jak niezdarnie zamiata. Starałam się nie wybuchnąć śmiechem. Podeszlam do niego, zebrałam mu miotłę i kontynuowałam za niego.
-Dziękuję, ta miotła ma ze mną jakiś problem mówię ci.- zasmialam się.
-Widzisz, mnie jakoś lubi.
-Bo ty jesteś czarownicą, a czarownice latają na miotłach. -zażartował. -Oh, a tak wogole, zamiatasz, czy próbujesz odlecieć?
Nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. Na stole leżał ostatni kawałek ciasta kremowego. Wzielam je i podeszłam do Willa. Musiałam zadrzeć głowę do góry aby na niego spojrzeć.
-Tak? Tak chcesz ze mną pogrywac?- i rzuciłam w.niego tym ciastkiem, ubrudzilam mu całą twarz.
-Osz ty mały skrzacie! Jak ja cię dorwe..- zaczął mnie ganiać po całej auli. W końcu mnie złapał w talii, obrócił przodem do siebie, przyciągnął bliżej. Czas jakby zwolnił, staliśmy i sie na siebie patrzylismy. Nagle się do mnie przysunął, powiedział mi do ucha: -Już od dawna chciałem to zrobic..
Wziął mnie na ręce, owinęłam nogami jego pas. Nie mogłam niczego z siebie wykrztusić. W końcu jego wargi dotknely moich. Calowal mnie z taką pasją, jego usta były takie miękkie. Smakowały miętą. Uśmiechnęłam się przez pocałunek i oplotłam jego kark rękoma. Po dłuższej chwili odstawil mnie na podłogę. Nadal się w siebie wpatrywaliśmy. W końcu Will powiedzial:
-Skoro odważyłem się zrobić to, będę miał odwagę ,by zapytać: Jessamine, pójdziesz ze mną na randkę w piątek?
-Z miłą chęcią, Wiliamie- uśmiechnęłam się szeroko. -No co, myślisz ze tylko ty możesz..- nie zdążyłam dokonczyc ,bo poderwał mnie z podłogi w swoje ramiona i okręcił kilka razy, po czym znów pocałował.
-Jessie, mała zadziorna Jessie- zasmial się.
-Oh, no już. Chodzmy, bo nas tu zamkną jeszcze.
-Mi pasuje!
Zasmialam się i Szturchnęłam go w bok. -Rusz się, poważnie mówię.





Aha, za wszystkie błędy czy niedociągnięcia przepraszam
Do następnego! xxx

ROZDZIAŁ 4

Siedziałyśmy i płakałyśmy jakąś godzinę. Nie przeszkadzało mi to, w zasadzie tego potrzebowałam.Cieszyłam się, że Lottie nie zadawała zbyt wielu pytań. Kiedy już nie miałam czym płakać, Charlotte dalej mnie przytulając zapytała:
-Chcesz o tym porozmawiac?
-Taa..- mruknęłam
-Jak nie masz ochoty to..
-Nie, w porządku, potrzebuję to z siebie wyrzucić -wyszeptałam.
-No, to opowiadaj słoneczko- powiedziała Charlotte łagodnie.

*Zayn*
Kurwa, ciągle myślałem o tej małej szmacie. Jak ona miała? Jessica, Jessamine? Chuj z tym. Nieźle się przestraszyla tego całego przedstawienia. Aż kurwa zemdlala. Zabawne.
-Dobra robota, stary.- wyrwał mnie z myśli głos Brada.
-No raczej, wiem co robię. Gdybyś widział jej minę jak wspomniałem jej o tobie- zasmialem się głośno.
-I dobrze. Biedna Jessie, nie wie co ją czeka..- mruknął rozmarzony. -Musisz się do niej bardziej zbliżyć. Muszę wiedzieć gdzie i kiedy jest, zawsze. Zdobądź jej zaufanie. Niech myśli, że ci na niej zależy. Masz szansę się trochę pozbawić.- uśmiechnął się szeroko, co odwzajemnilem.
-To będzie dla mnie czysta przyjemność. -oznajmilem.
-Tylko mi się w niej nie zakochaj- powiedział groznie. -Chcemy się mścić, nie zakochiwac.
-Pojebalo cię,koleś?! Jak mógłbym się zakochac w szmacie, której ojciec zrobił mojej matce dziecko i ją tak zostawił?!- uderzylem dłonią w ścianę.
-Dobra, dobra, spokojnie Zayn. Daje ci dwa tygodnie na to, zeby zdobyć jej zaufanie. Dwa tygodnie.
-Spoko, spoko. Dam radę.
Brad uśmiechnął się w zadowoleniu i odpalil papierosa.
-To, co planujesz?
-Spokojna twoja mała. A to co zrobię pozostawie dla siebie. -uśmiechnąłem się i wziąłem jedną fajke z paczki i odpalilem.
-Nie wkurwiaj mnie, Zayn, tylko mów jak planujesz sie do niej zbliżyć. -wycedził przez zęby. Roześmiałem się.
-Dobra, dobra. Na początek..

*Jessamine*
-I to w sumie tyle..-wzięłam głęboki oddech. O dziwo, nie poryczałam się.
-O, mój Boże, Jess! Od teraz nie zostajesz sama, cały czas będę z tobą. Nawet przepisze się na te same lekcje co ty. I nie przyjmuję odmowy. Tak mi przykro, że mnie wtedy przy tobie nie bylo.- powiedziała ze łzami w oczach. Natychmiast ją przytuliłam.
-Przestań, słyszysz? Nie możesz się za to obwiniać! To nie była twoja wina, tylko mój pech. -uśmiechnęłam się lekko.
-Ale i tak przepisuje się na te same lekcje co ty, i już zawsze będę przy tobie.
-Okej, okej. Kocham cię. -uśmiechnęłam się do niej lekko.
-Ja ciebie też. -spojrzała na zegarek. -Jest trzecia w nocy. Robimy sobie jutro wolne? Chyba obie tego potrzebujemy.
-Taa..tak. Masz rację.
-Twoi rodzice nie będą się spinać? -Nie ma ich w domu, na szczęście. Wyjechali na trzy miesiące ,nawet nie wiem gdzie. Nie pozegnali się, zero. Jak dzwoniłam to nie odbierali. -spuściłam wzrok.
-Oh, Jess. Nie martw się. U nas jesteś zawsze mile widziana. -przytuliła mnie mocno.- Mam pomysł! Zamieszkaj u mnie na te trzy miesiące!
-W sumie to dobry pomysł, nie chcę siedzieć sama w tym wielkim domu.
-To jutro podskoczymy po twoje rzeczy. -powiedziała entuzjastycznie. - A teraz opowiadaj! Zayn, jaki on jest?
-Ja.. W sumie dziwny. Raz jest super opiekuńczy a jak zapyskuje to następuje obraza majestatu i nagle staje się oschły. Przeraża mnie. Ale jest bardzo przystojny. Jednak uroda nie ma tu znaczenia. Jest taki tajemniczy, jest w nim coś, co karze trzymać mi sie od niego z daleka, ale z drugiej strony ciągle o nim myślę..
-Ooh, ktoś tu się zakochał!-wyszczerzyła się jak głupia. Ja oczywiście oblałam się rumieńcem i rzuciłam w nią poduszką.
-Przestań! To nie prawda! Dobra, jest przystojny, ale czuję, że nie powinnam się do niego zbliżać. Chociaż bardzo chce poznać go bliżej. -to ostatnie zdanie powiedzialam tak cicho, że na szczęście go nie usłyszała.
Resztę nocy spędziłyśmy na plotkowaniu i opychaniu się slodyczami. Zasnęłyśmy dopiero koło szostej rano.
_______________
Rozdział trochę nieudany, ale jest:)

środa, 24 czerwca 2015

ROZDZIAŁ 3

Nie, nie, nie! To niemożliwe! To wszystko nie moze się powtórzyć, nie!
-B-Brad? J-jak..-wyjąkałam z trudnością.Czulam, że zbliża się mój atak paniki. Starałam się uspokoić. Ostatnim czego chciałam, był atak.
-Oh, Jessie, moja mała, niewinna Jessie.-pogłaskał mnie po policzku. Jego dotyk dosłownie palił moją skórę. Zacisnęłam powieki. -Tęskniłaś?
Jego dłonie zjechały w dół, zatrzymały się na biodrach.Zaczął  calować moją szyję.
-Zostaw mnie! Błagam..- zaplakalam
-Nie ma mowy, skarbie. To dopiero  początek.
-Nie, błagam, nie!- krzyknęłam, zaczęłam się szarpac, lecz zostałam skutecznie unieruchomiona.
-Zamknij się, mała suko.-warknął. Zaczął zostawiać malinki na mojej szyi. Byłam przerażona.
-Przestań, błagam, przestań! -wrzasnęłam.
Po chwili poczułam pieczenie na policzku. Uderzył mnie. Fala wspomnień zalała moje myśli. Później juz wpadł jakby w trans, zadawał cios za ciosem. Poczułam w ustach metaliczny smak krwi. Zaczęło robić mi się ciemno przed oczami,oddech mi przyspieszyl.
-Zostaw ją, kurwa!- usłyszałam czyjś głos.
Ostatnim, co zobaczyłam była sylwetka zbliżająca się do przerażonego Brada. Później wszystko pochłonęła ciemność.
 
*Charlotte*
Czekałam na Jessamine 15 minut, a ta dalej nie przychodziła. Postanowiłam do niej zadzwonić, ale nie odbierała. Ciekawe co ją zatrzymało. Westchnelam głęboko i już miałam iść jej szukać, ale dostałam wiadomość od mamy, w której prosi mnie o natychmiastowe przybycie do domu, bo muszę zająć się młodsza siostrą. Wsiadłam do samochodu, uprzednio wysyłając wiadomosc Jess, że spotkamy się u mnie, i odjechalam.

*Jessamine*
Pierwszym, co zobaczyłam po otwarciu oczu, były miodowe  tęczówki otoczone wachlarzem długich, czarnych rzęs.
-Witaj, słoneczko, jak się czujesz?-zapytał łagodnie nieznajomy. Zaczynałam sobie wszystko przypominać. Brad wrócił. O,mój Boże! Otworzyłam szeroko oczy, poderwałam się z miejsca i zobaczyłam, że nadal jestem w tym samym miejscu co wcześniej.
-Ja.. Kim jesteś? Gdzie on jest?- nie miałam odwagi wypowiedzieć jego imienia. Bylam przerażona.
-Jestem Zayn. Wszystko w porządku. Nie ma go tutaj.-chcial mnie przytulić, ale spłoszona sie odsunęłam.
-Ja.. Dziękuję- załkałam.
-Nie musisz mi dziękować. A teraz wyjaśnisz mi dlaczego najpierw próbował cię zgwalcic, a później pobil do nieprzytomnosci?- zapytał. On chyba nie mówi poważnie! Dosłownie przed chwilą odzyskałam przytomnosc, nie myślę jeszcze jasno, a ten chce żebym mu wszystko wyjaśniała.
-Jesteś niepoważny? Daj mi dojść do siebie błagam. A poza tym, co jeśli nie chcę ci o tym opowiadać? - prychnęłam. Starałam się robić dobrą minę do złej gry, jednak w środku byłam rozbita, złamana, upokorzona.
-Whoa, spokojnie, kochanie. Tylko zapytałem- uniósł ręce w obronnym geście.- Jak się czujesz? -W porządku, dziękuję za.. to. A teraz powinnam juz sobie pójść. -zaczęłam odchodzic, ale Zayn złapał mnie za nadgarstek.
-Nie powinnaś być teraz sama, skarbie, uwierz mi. Pozwól mi chociaż podrzucic cię do domu.-uśmiechnął się szeroko, ukazując rząd pięknych, białych zębów. Dopiero teraz dostrzegłam, że jest bardzo przystojny.
Zmrużyłam oczy.
-Niby dlaczego miałabym ci zaufać? I skończ z tym 'skarbie'!
-Bo uratowalem cię od tamtego świra? -przewrócił oczami.
-Nie dzięki, poradzę sobie.-prychnelam
-Ja pierdole, jesteś okropnie wkurwiajaca. -złapał mnie za nadgarstek i pociągnął za sobą. Wyszliśmy na parking i poszliśmy do jego auta.
-Podaj mi swój adres- powiedział chłodno.
Podałam mu adres Charlotte. Całą podróż przebylismy w milczeniu. Czułam, jakbym miała się zaraz rozplakac. Przygryzłam policzek od wewnątrz aby powstrzymać niechciane łzy. Po chwili Zayn zaparkował pod domem Lottie.
-Dzięki za podwozke i ratunek.-wyszeptałam,  wyskoczyłam z wozu i pobieglam do drzwi. Szybko weszłam  do środka i pobieglam do pokoju Charlotte. Wpadłam przez drzwi i napotkalam moją przerażoną przyjaciolke wpatrującą się we mnie. Wyobrażam sobie, jak wtedy wyglądałam. Zapłakana, zakrwawiona, poobijana..
Wybuchłam jeszcze większym placzem, kiedy Lottie poderwała się i mnie przytuliła.
-O-on ww-wrocil.- tylko tyle bylam w stanie z siebie wydobyć .
Na szczęście dla niej juz wszystko bylo jasne. Nic nie powiedziała tylko przytuliła mnie i sama sie rozpłakała.
_____________________

ROZDZIAŁ 2

-... i to w zasadzie tyle na dziś, proszę, przygotujcie się na jutrzejszą kartkówkę. Dobra, zostało dziesięć minut do końca lekcji, jesteście wolni. -powiedziała nasza nauczycielka fizyki. Westchnęłam z ulgą, nienawidzę fizyki, tak bardzo jej nienawidzę. Pośpiesznie spakowałam wszystkie rzeczy do torby i wyszłam z klasy, przed którą już czekała na mnie Lottie.
-Dobra, ten rok może sie okazać najzajebistszym rokiem w dziejach tej szkoły.W tym roku dołączyło tylu gorących facetów, ze o mało oczopląsu nie dostałam! Poważnie! I wszyscy są z ostatniej klasy! To jakieś przeznaczenie- uśmiechnęła się z zadowoleniem, a ja mimowolnie się roześmiałam. Wspominałam, że Charlotte ma ostatnio fazę na obczajanie przystojnych chłopaków?
Podczas podróży do klasy, moja przyjaciółka bezustannie nawijała o jakimś chłopaku, z którym ma biologię.
-Matko, Lottie, bierz czasem oddech, bo mi się tutaj udusisz- zażartowałam, na co ona przewróciła oczami i wystawiła mi język.
-Jednak, muszę cie rozczarować, Jess. Do naszej szkoly doszło także mnóstwo słodkich idiotek, które kleją się do dosłownie każdego chłopaka. Oczywiście, potrafią też zniszczyć komuś życie. Znam takie jak one, i znam ciebie kochana. Jesteś bardzo wrażliwa, podatna na zranienie i nie zniosłabyś tego, jak ci ubliżają. Dlatego, błagam, nie wchodź im w drogę, nie pyskuj, bo one mogą wyrządzić dużą szkodę na twojej psychice.- To była prawda. Każde jedno słowo się zgadzało. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby jedna z tych dziewczyn nagle do mnie wyburzyla. Nienawidziłam konfrontacji wszelkiego rodzaju. Byłam małą ,szarą myszką, która bała się odezwac, trzymala się na uboczu. Byłam szczęściarą, że miałam przy sobie kogoś takiego jak Lottie. Przy niej mogłam być sobą, nigdy mnie nie oceniała tak jak to robili inni. Dla większości osób z tej szkoły byłam bogatą, rozpieszczoną dziewczynką, która ma wszystko. Ale nie wiedzieli jak to jest codziennie wracać do pustego domu; nie wiedzieli jak to jest, kiedy rodzice kontrolowali każdą sekundę ich życia. Nie byli upokarzani za nawet najmniejszy błąd, niczego im nie narzucano. Ale oczywiście nikomu oprócz Charlotte nie powiedziałam jak naprawdę wygląda moje życie. Dziękowałam Bogu za to, że drogi moje i Lottie się skrkrzyżowały.
Resztę przerwy planowałyśmy babski wieczór. Miałyśmy spotkać się po lekcjach przed szkołą i razem udać się do domu mojej przyjaciółki. Kochalam tam przebywać, jej mama zawsze piekła jakieś ciasteczka, babeczki i tak dalej. Wszyscy traktowali mnie tam jak członka rodziny. Czułam sie tam lepiej niż u siebie. Poza tym, panowała tam rodzinna atmosfera, wszędzie wisialy jakieś rodzinne pamiątki, zdjęcia. Był to bardzo duży, ale za to piękny i przytulny dom. Nie to co mój. Tam przeważała biel, czern, szarość. Zero zdjęć, zero pamiątek. Jedynie swój pokój urządziłam tak jak chciałam. To byla taka moja oaza.
Usłyszałam dzwonek i ruszyłam na kolejną lekcje.
                        ***
Postanowiłam, że jeszcze przed tym, jak pójdę się spotkać z Charlotte skoczę do biblioteki po kilka książek. Czytanie było moją pasją. Moimi ulubionymi książkami były 'Wichrowe wzgórza' oraz 'Duma i uprzedzenie'. Zdecydowałam się też te dwie książki wypożyczyć. W drodze powrotnej już zaczęłam czytać.
-Jess?Hej, Jessamine ! Czekaj, porozmawiajmy! -zamarłam.
Mój puls przyspieszyl, oddech stał się nierówny. Nie odwróciłam się. W moich oczach pojawiły się tak bardzo znienawidzone wspomnienia. Znów uslyszalam ten głos, głos który tak bardzo mnie przerażał. W moich oczach stanely łzy. Nie byłam w stanie znów na niego spojrzeć. Bałam się, cholernie bałam się tego człowieka. Postanowiłam po prostu uciec. Nie byłam pewna czy zdołam tak szybko znaleźć Lottie żeby mi pomogła. Zebrałam się w sobie i bieglam ile sił w nogach.
-Jess, Jessie! Stoj. Kurwa mać, stój do chuja!-zacisnęłam powieki, przygotowałam się do krzyku- poczułam mocny uścisk na ramieniu, a chwilę później zostałam popchnięta na szkolne szafki. Ból przeszywający moje plecy był zbyt znajomy.
-Nie mam, kurwa ochoty na zabawę w kotka i myszke, nie dzisiaj. Wróciłem skarbie, cieszysz się?

wtorek, 23 czerwca 2015

ROZDZIAŁ 1


-Jessamine Rosalie Gray, możesz mi łaskawie powiedzieć co masz na sobie?- wysyczala moja matka.

Był to mój pierwszy dzien ostatniej klasy liceum, było bardzo gorąco i nie miałam zamiaru zalewać sie potem. Założyłam wiec krótkie, czarne spodenki z wysokim stanem i białą bokserkę. Swoje długie, niesforne blond fale związałam w wysoki kucyk.-

-Masz natychmiast iść sie przebrac w tę sukienkę, którą razem z ojcem kupiliśmy ci tydzień temu.- powiedziała surowo. - I zrób coś ze swoją twarzą i włosami, wyglądasz jak jakaś pokraka.

-Tak, matko.- spuscilam wzrok i poszłam na górę zmienić strój. Naprawdę nie znosiłam kiedy moja mama mówiła mi, co mam nosic. Czułam się wtedy jak małe dziecko. Odkąd pamiętam, zawsze byłam kontrolowana. "Ta koszula gryzie sie ze spodniami"; "Nie znoszę tej spodnicy, spal ją." Odbierala mi wszystko, co jej sie nie podobało. Kiedyś, gdy miałam sześć lat, cały czas nosiłam przy sobie małego misia. Mial oklapnięte uszka i brązowe futerko, to był prezent od babci. Nigdy sie z nim nie rozstawalam, aż pewnego dnia moja matka uznała, ze jestem już za stara na tego typu zabawki, zabrała mi go i spaliła. Plakalam kilka godzin.

  Kiedy ubralam sie w rzeczy wskazane przez mamę, chwycilam torbę i wyszlam z domu, wcześniej zegnajac sie z rodzicami. Normalne dzieci, wychodząc z domu słyszą "kocham cię". Moi rodzice nigdy czegoś takiego nie mówią. Nigdy nie okazywali mi czulosci, czasami czułam sie jakby mnie wcale nie kochali. Jedyną osobą, do której zawsze mogłam przyjsc po radę, była moja babcia. Niestety, mieszkała dosyć daleko.

Wreszcie dotarlam do dużego budynku, w którym za niedługo zaczną sie zajęcia. Cieszylam sie. Naprawdę lubiłam szkołę. Tutaj mogłam być sobą, nikt mnie nie strofował, nie narzucał mi niczego.  Gdy tylko weszłam do środka, od razu podbiegła do mnie moja najlepsza przyjaciółka, Charlotte.

- Jess, jeju, ale sie opaliłaś, tak bardzo tęskniłam. Jak było w Rzymie? Opowiadaj! Mam nadzieję ze twoja matka nie była taką zimną suką jak zwykle,  chociaż na wczasach- zażartowała Lottie. Byla ona jedyną osobą spoza rodziny, która wiedziała o tym, jak moja matka mnie traktowała. Zawsze mnie wspierała, i nie miałam problemu z tym, że obrazala moja mamę, bo to byla szczera prawda. Zasmialam sie lekko.

- Muszę cię rozczarowac. Jej sukowate komentarze pojechały razem z nami. Jak byliśmy na Koloseum i zrobiłam jej zdjęcie z zaskoczenia, zaczęła sie drzeć na całe gardło ze mam je usunąć. Ludzie patrzyli sie na nią jak na opętaną- zachichotalysmy.

Resztę przerwy przegadalysmy o mało ważnych sprawach. Dowiedziałam się, ze Charlotte na wakacjach w Hiszpanii poznała jakiegoś przystojnego faceta, o którym bez przerwy nawijala. Moja przyjaciółka miała ogromne powodzenie u mężczyzn. Byla drobną szatynką, o długich i prostych jak druty włosach. Jej karnacja byla naturalnie ciemna, czego jej zazdrościłam, bo nie musiała sie opalać. Miała twarz w kształcie serca, duże, brązowe oczy otoczone wachlarzem gestych rzęs. Byla piękna, bardzo piękna. Miała równie urokliwą osobowość. Zawsze wiedziała co powiedzieć, jak mnie pocieszyć. Kochalam ją, traktowalysmy sie jak siostry.

  Nagle zabrzmial dzwonek i ruszylysmy na pierwszą lekcje.


_____________________

Witajcie! Oto pierwszy rozdział, fajnie by było jakbyscie zostawili po sobie jakiś ślad, bym wiedziała czy to, co pisze sie podoba, czy nie:):) Oczywiście nie jestem jedną z tych bloggerek, które stawiają jakieś śmieszne limity komentarzy pod postem. Nie zmuszam do niczego, ale miło by bylo zobaczyć jakiś komentarz:)

Od razu mowie ze nie znam sie na robieniu tych całych szablonów, wiec na razie pozostanie taki jaki jest. Będę musiała usiąść i cos wykombinowac:)

Dobra, to tyle:) Także, do następnego! xxx

PROLOG


     Moje życie od samego początku było szczegółowo zaplanowane. Od początku wiadome było, ze pójdę w ślady rodziców i zostanę prawnikiem. Wcale tego nie chciałam. Wołałam studiować literaturę, a później zostać pisarka.Nikogo jednak nie obchodziło to, czego chciałam. Nie miałam w tej kwestii nic do gadania. Moja matka kontrolowała każdą czynność, którą wykonywalam. Jeżeli coś w moim stroju się jej nie podobało, musiałam się przebrac. Miałam być idealną, wzorową młodą damą. Jeżeli zrobiłam coś nie tak, matka nie wahała się mnie uderzyć. Oczywiście nie byłam katowana, było to uderzenie w policzek. Jednak spoliczkowanie wyrazalo dezaprobatę mamy, sprawiało, ze moja samoocena spadała w dół. Mój ojciec nie reagował na zachowanie matki, często był świadkiem tego, jak mnie upokarzala jednak nic z tym nie robił. Rzadko ze mną rozmawiał.
      Byłam ptaszkiem zamkniętym w złotej klatce. On wszystko zmienił. Pokazał mi jak wygląda prawdziwe życie, dał mi wolność. Był dla mnie jak tlen, nie potrafiłam bez niego żyć. Dzięki niemu odkryłam siebie. Kochalam tego chłopaka najbardziej na świecie...

_____________________________
Cześć, dajcie znać jak wam sie podobało, żebym wiedziała czy pisac dalej, czy nie xxx