Harry coś tam do mnie mówił, uniosłam kąciki ust do góry.
Nagle poczułam się strasznie winna. Mój uśmiech momentalnie zbladł.
-Przepraszam. -szepnęłam. Całą swoją uwagę skupiłam na swoich podkurczonych palcach u stóp.
-Czekaj... Za co ty przepraszasz? Hej, spójrz na mnie.. -między jego brwiami pojawiła się głęboka zmarszczka.
-No bo... Sprawiam tyle kłopotu. Ciągle coś się dzieje, ciągle musisz ratować mnie z opresji. Zdemolowałam ci pokój. Same problemy. Nie chcę być dla nikogo ciężarem. -z całej siły starałam się nie rozpłakać.- Przypominam rozbite na milion kawałeczków lustro. Nikt nie jest w stanie go naprawić. Tak samo jest ze mną. Wszyscy próbują mi pomóc, ale nikomu się to nie udaje.
-Przestań, dobra? Nie jesteś ciężarem. Nie sprawiasz problemów. Po prostu jesteś zagubiona. Każdemu się to zdarza.
-Jestem.-Potrząsnęłam głową, marszcząc przy tym brwi.- Posłuchaj, pogodzilam się z tym, że jestem najbardziej pechowym człowiekiem na Ziemi.- zaśmiałam się nerwowo. -Nikt nie może mi pomóc. Jestem do niczego. Ale trudno, nikt nie powiedział, że życie będzie łatwe. Jednak, wiesz co? Mam dość. Mam dość tego, że jestem zależna od innych;że ciągle ktoś chce mnie wykorzystać. Chcę wziąć życie w swoje ręce. Nie chcę być słaba, nigdy więcej.
Harry nic nie powiedział tylko mnie przytulił. Odsunęłam się delikatnie, kiedy usłyszałam dzwonek telefonu.
-To Charlotte.-Uśmiechnęłam się, odebrałam i wyszłam z pomieszczenia. -Hej, Lottie.
-'Jess! Jak się czujesz? W porzadku? '
-Tak, tak. Jest okay. Co u ciebie? Jak tam Rosie? Słyszałam, że jest już w domu.- uwielbiałam siostrę mojej przyjaciółki. Była kochana, miała takie dobre serduszko.
-Taaa... Wróciła. Będę musiała jej pomóc dogadać się z koniem- zachichotała, po chwili nastąpiła cisza.
-Lottie? Co jest?
-Um... Możesz już wrócić do domu?
-Tak, w sumie, czas najwyższy. Za jakąś godzinę powinnam być. Harry chyba okaże się tak kochany i mnie odwiezie.
-'Okay, to widzimy się za godzinę, tak? Muszę z tobą porozmawiać.'
-Dobra, cześć! -rozłączyłam się.
***
-Jess, jesteś już gotowa? -zapytał marudnie Harry.
-Czekaj, czekaj!-biegałam po całym pokoju zabierając swoje rzeczy. Kiedy ja ich tutaj tyle nanosiłam? Wyruszyłam ramionami. Rzuciłam kurtkę do torby, po czym szybko wypadłam z pokoju i zbiegłam do samochodu.
-Wreszcie! Już myślałem, że się gdzieś tam zgubiłaś.- zażartował. W odpowiedzi uderzyłam go tylko w ramię.
-Jedź, nie marudź.
***
Zatrzymaliśmy się pod domem Charlotte, zwróciłam się w stronę przyjaciela.
-Dziękuję za podwózkę. I za wszystko. -wyszeptałam opuszczając wzrok.
-Nie ma za co, zrobiłbym to wszystko znowu.-otworzyłam szerzej oczy. Co?
-Um, dobra , ja już będę szła. Cześć. -powiedziałam szybko i błyskawicznie wyszłam z samochodu udając się prosto do drzwi. Po drodze nie odwróciłam się ani razu. Mimo to, i tak czułam jego wzrok na sobie.
-Lottie? Gdzie jesteś? -zawołałam, kiedy nie znalazłam przyjaciółki w jej pokoju.
-W salonie!
***
Otworzyłam usta szeroko ze zdumienia.
-Jak to? Przecież...- byłam kompletnie skołowana. To nie dzieje się naprawdę. To jakiś chory żart.
-Wiem, mi tez jest z tym ciężko, Jess. Moi rodzicie próbują skontaktować się z twoim, ale nie odpowiadają. -wzięła drżący oddech. -Nie chcę cię zostawiać. Przepraszam- od razu otoczyłam ją ramionami.
-Nie przepraszaj, nie masz za co. Nic sie nie stało, przecież dalej będziemy utrzymywać kontakt. Wszystko będzie dobrze. -Uśmiechnęłam się lekko. Cudem było, że się nie rozpłakałam. -Poradzę sobie, Charlotte. Chcę w końcu wziąć byka za rogi. Chcę się wydostać z tego całego bałaganu, posprzątać go. I muszę to zrobić sama.
-Nie, nie zostawie cię. Pójdę do rodziców i...-uciszyłam ją gestem ręki.
-Daj spokój, nie jestem dzieckiem. Poza tym, zawsze marzyłas o tym, by pojechać do Australii. -Uśmiechnęłam się i ją przytuliłam.
*Półtora tygodnia później*
-Dzwoń jakbys chciała pogadac, nie ważne o jakiej porze, okay? -Lottie popatrzyla na mnie zmartwionym wzrokiem.
-Wiem, spokojnie.-zasmialam się i uścisnęłam przyjaciółkę.
-Charlotte, skarbie. Na nas już czas. -zawołała mama Lottie. Podeszla do mnie razem ze swoim mężem i obydwoje ucałowali mnie w czoło. -Pa, Jessie. Trzymaj się. Słuchaj, kochanie. Próbowałam się dodzwonic do twoich rodziców, zapytać kiedy wrócą, ale nie odbierają. -opuściłam wzrok.
-Ja.. Dziękuję. Ode mnie tez nie odbierają. Już dawno powinni być w domu. -Uśmiechnęłam się słabo, po czym Odchrząknęłam. -No nic, życzę wam szerokiej drogi, może kiedyś nawet was odwiedzę.
-Pamiętaj, że zawsze jesteś tam mile widziana.- ostatni raz uścisnęłam wszystkich, po czym ruszyli w stronę wejścia na lotnisko. Nie chciałam wchodzić tam z nimi. Wołałam pożegnać się gdzieś, gdzie nie będzie tłumu ludzi. Kiedy straciłam z oczu moją przyjaciółkę, westchnęłam i ruszyłam w stronę swojego samochodu. Wsiadłam do pojazdu i ruszyłam w stronę domu. Matko, tak dawno tam nie byłam.
***
Wyciągnęłam klucze i otworzyłam drzwi. Weszłam do środka. Skierowałam się do kuchni, w celu zrobienia sobie czegoś do jedzenia. Zdecydowałam się na kanapkę z nutellą. Kiedy skończyłam, wlozylam talerz do zmywarkę i udałam się na piętro, do swojego pokoju. Rzuciłam torbę i walizkę na łóżko, chwyciłam pierwszą lepszą książkę z regału z zamiarem czytania jej. Jednak kiedy tylko przekroczyłam próg, uświadomiłam sobie, jak dużo zajęć opuściłam. Odłożyłam książkę na biurku i wzięłam się za naukę. Naprawdę długo nie było mnie w szkole. Na szczęście lubiłam się uczyć, do tego, zapamiętywałam wielerzeczy szybciej niż inni. To również było znacznym ułatwieniem.
Naukę skończyłam dopiero o dziewiątej wieczorem. Spakowałam książki na następny dzień i ruszyłam do łazienki, by wziąć prysznic.
Dosłownie wskoczyłam do łóżka, byłam okropnie zmęczona. Zasnęłam niemal od razu.
--------------------
Po długiej nieobecności, rozdział już jest, mam nadzieję, że udany ;)