poniedziałek, 10 sierpnia 2015

ROZDZIAŁ 15

Zjedliśmy śniadanie w całkowitej ciszy, ale była bardzo komfortowa. Harry przez cały poranek zachowywał się jakoś dziwnie. Unikał mojego wzroku. Możliwe, że to przez te wszystkie wydarzenia, które miały miejsce. Może ma mi za złe, że ciągle zawracam mu głowę?
Harry coś tam do mnie mówił, uniosłam kąciki ust do góry.
Nagle poczułam się strasznie winna. Mój uśmiech momentalnie zbladł.
-Przepraszam. -szepnęłam. Całą swoją uwagę skupiłam na swoich podkurczonych palcach u stóp.
-Czekaj... Za co ty przepraszasz? Hej, spójrz na mnie.. -między jego brwiami pojawiła się głęboka zmarszczka.
-No bo... Sprawiam tyle kłopotu. Ciągle coś się dzieje, ciągle musisz ratować mnie z opresji. Zdemolowałam ci pokój. Same problemy. Nie chcę być dla nikogo ciężarem. -z całej siły starałam się nie rozpłakać.- Przypominam rozbite na milion kawałeczków lustro. Nikt nie jest w stanie go naprawić. Tak samo jest ze mną. Wszyscy próbują mi pomóc, ale nikomu się to nie udaje.
-Przestań, dobra? Nie jesteś ciężarem. Nie sprawiasz problemów. Po prostu jesteś zagubiona. Każdemu się to zdarza.
-Jestem.-Potrząsnęłam głową, marszcząc przy tym brwi.- Posłuchaj, pogodzilam się z tym, że jestem najbardziej pechowym człowiekiem na Ziemi.- zaśmiałam się nerwowo. -Nikt nie może mi pomóc. Jestem do niczego. Ale trudno, nikt nie powiedział, że życie będzie łatwe. Jednak, wiesz co? Mam dość. Mam dość tego, że jestem zależna od innych;że ciągle ktoś chce mnie wykorzystać. Chcę wziąć życie w swoje ręce. Nie chcę być słaba, nigdy więcej.
Harry nic nie powiedział tylko mnie przytulił. Odsunęłam się delikatnie, kiedy usłyszałam dzwonek telefonu.
-To Charlotte.-Uśmiechnęłam się, odebrałam i wyszłam z pomieszczenia. -Hej, Lottie.
-'Jess! Jak się czujesz? W porzadku? '
-Tak, tak. Jest okay. Co u ciebie? Jak tam Rosie? Słyszałam, że jest już w domu.- uwielbiałam siostrę mojej przyjaciółki. Była kochana, miała takie dobre serduszko.
-Taaa... Wróciła. Będę musiała jej pomóc dogadać się z koniem- zachichotała, po chwili nastąpiła cisza.
-Lottie? Co jest?
-Um... Możesz już wrócić do domu?
-Tak, w sumie, czas najwyższy. Za jakąś godzinę powinnam być. Harry chyba okaże się tak kochany i mnie odwiezie.
-'Okay, to widzimy się za godzinę, tak? Muszę z tobą porozmawiać.'
-Dobra, cześć! -rozłączyłam się.
***
-Jess, jesteś już gotowa? -zapytał marudnie Harry.
-Czekaj, czekaj!-biegałam po całym pokoju zabierając swoje rzeczy. Kiedy ja ich tutaj tyle nanosiłam? Wyruszyłam ramionami. Rzuciłam kurtkę do torby, po czym szybko wypadłam z pokoju i zbiegłam do samochodu.
-Wreszcie! Już myślałem, że się gdzieś tam zgubiłaś.- zażartował. W odpowiedzi uderzyłam go tylko w ramię.
-Jedź, nie marudź.
***
Zatrzymaliśmy się pod domem Charlotte, zwróciłam się w stronę przyjaciela.
-Dziękuję za podwózkę. I za wszystko. -wyszeptałam opuszczając wzrok.
-Nie ma za co, zrobiłbym to wszystko znowu.-otworzyłam szerzej oczy. Co?
-Um, dobra , ja już będę szła. Cześć. -powiedziałam szybko i błyskawicznie wyszłam z samochodu udając się prosto do drzwi. Po drodze nie odwróciłam się ani razu. Mimo to, i tak czułam jego wzrok na sobie.
-Lottie? Gdzie jesteś? -zawołałam, kiedy nie znalazłam przyjaciółki w jej pokoju.
-W salonie!
***
Otworzyłam usta szeroko ze zdumienia.
-Jak to? Przecież...- byłam kompletnie skołowana. To nie dzieje się naprawdę. To jakiś chory żart.
-Wiem, mi tez jest z tym ciężko, Jess. Moi rodzicie próbują skontaktować się z twoim, ale nie odpowiadają. -wzięła drżący oddech. -Nie chcę cię zostawiać. Przepraszam- od razu otoczyłam ją ramionami.
-Nie przepraszaj, nie masz za co. Nic sie nie stało, przecież dalej będziemy utrzymywać kontakt. Wszystko będzie dobrze. -Uśmiechnęłam się lekko. Cudem było, że się nie rozpłakałam. -Poradzę sobie, Charlotte. Chcę w końcu wziąć byka za rogi. Chcę się wydostać z tego całego bałaganu, posprzątać go. I muszę to zrobić sama.
-Nie, nie zostawie cię. Pójdę do rodziców i...-uciszyłam ją gestem ręki.
-Daj spokój, nie jestem dzieckiem. Poza tym, zawsze marzyłas o tym, by pojechać do Australii. -Uśmiechnęłam się i ją przytuliłam.
*Półtora tygodnia później*
-Dzwoń jakbys chciała pogadac, nie ważne o jakiej porze, okay? -Lottie popatrzyla na mnie zmartwionym wzrokiem.
-Wiem, spokojnie.-zasmialam się i uścisnęłam przyjaciółkę.
-Charlotte, skarbie. Na nas już czas. -zawołała mama Lottie. Podeszla do mnie razem ze swoim mężem i obydwoje ucałowali mnie w czoło. -Pa, Jessie. Trzymaj się. Słuchaj, kochanie. Próbowałam się dodzwonic do twoich rodziców, zapytać kiedy wrócą, ale nie odbierają. -opuściłam wzrok.
-Ja.. Dziękuję. Ode mnie tez nie odbierają. Już dawno powinni być w domu. -Uśmiechnęłam się słabo, po czym Odchrząknęłam. -No nic, życzę wam szerokiej drogi, może kiedyś nawet was odwiedzę.
-Pamiętaj, że zawsze jesteś tam mile widziana.- ostatni raz uścisnęłam wszystkich, po czym ruszyli w stronę wejścia na lotnisko. Nie chciałam wchodzić tam z nimi. Wołałam pożegnać się gdzieś, gdzie nie będzie tłumu ludzi. Kiedy straciłam z oczu moją przyjaciółkę, westchnęłam i ruszyłam w stronę swojego samochodu. Wsiadłam do pojazdu i ruszyłam w stronę domu. Matko, tak dawno tam nie byłam.
***
Wyciągnęłam klucze i otworzyłam drzwi. Weszłam do środka. Skierowałam się do kuchni, w celu zrobienia sobie czegoś do jedzenia. Zdecydowałam się na kanapkę z nutellą. Kiedy skończyłam, wlozylam talerz do zmywarkę i udałam się na piętro, do swojego pokoju. Rzuciłam torbę i walizkę na łóżko, chwyciłam pierwszą lepszą książkę z regału z zamiarem czytania jej. Jednak kiedy tylko przekroczyłam próg, uświadomiłam sobie, jak dużo zajęć opuściłam. Odłożyłam książkę na biurku i wzięłam się za naukę. Naprawdę długo nie było mnie w szkole. Na szczęście lubiłam się uczyć, do tego, zapamiętywałam wielerzeczy szybciej niż inni. To również było znacznym ułatwieniem.
Naukę skończyłam dopiero o dziewiątej wieczorem. Spakowałam książki na następny dzień i ruszyłam do łazienki, by wziąć prysznic.
Dosłownie wskoczyłam do łóżka, byłam okropnie zmęczona. Zasnęłam niemal od razu.
--------------------
Po długiej nieobecności, rozdział już jest, mam nadzieję, że udany ;)

piątek, 24 lipca 2015

ROZDZIAŁ 14

*Harry*
-Spać mi się chce...-wymamrotała niewyraźne. Całe powietrze momentalnie wyleciało mi z płuc.
-Co.. Nie, Jessie. Nie zasypiaj, nie zamykaj oczu, słyszysz?! Ella! -krzyknąłem. Dziewczyna po chwili pojawiła się przy mnie.- Zajmij się nią, błagam. -ona tylko skinęła głową i klękła obok Jessie z kamiennym wyrazem twarzy.
-Przynieś mi szybko apteczkę, muszę zatamować krwawienie. I tak straciła już dużo krwi. Harry!- krzyknęła zniecierpliwiona, kiedy nie ruszyłem się z miejsca. Kiedy pobieglem do łazienki, słyszałem kojacy głos Elli. Cały czas mówiła do Jess, żeby ta pozostała przytomna.
El studiowała medycunę, była już na trzecim roku, więc znała się trochę na tego typu sprawach. Sprawnie opatrzyla rany, umyła dziewczynę i kazała mi położyć ją na łóżku.
-Czy...-zacząłem drżącym głosem. Podeszła do mnie i mnie przytuliła.
-Tak, będzie w porządku. Teraz jest po prostu wyczerpana, musi odpoczywać. Pocałowała mnie w policzek i spojrzała głęboko w oczy. -Musimy jej jakoś pomóc przez to przejść. W końcu będzie szczęśliwa. Wierzę w to.
Nic nie oodpowiedziałem, tylko uśmiechnąłem się lekko, przyciągnąłem ją bliżej siebie i ucałowałem w czubek głowy.
-Masz złote serce, mówiłem ci to już? -Mruknela coś niewyraźne żebym się zamknął, po czym przytuliła się jeszcze mocniej. Ella była naprawdę skromną dziewczyną, nie lubiła, jak ktoś prawił jej komplementy. Jednak ja nie mogłem się powstrzymać. Miałem szczęście, że poznałem El.
Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek telefonu. Spojrzałem na ekran. Lottie.
-'Harry? Jest gdzieś obok ciebie Jessie? Muszę z nia pogadac' -brzmiała na...Załamaną? Poważnie? Kolejna?
-Co się dzieje?-ściągnąłem brwi. Nagle zaczęła płakać. -Opowiadaj- zachęciłem. Wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić...
***
Zamurowało mnie. To, co usłyszałem kompletnie mnie zdziwiło. Nie odzywałem się już dobre pięć minut, próbując sobie to wszystko jakoś poukładać. Potrząsnąłem głową i ściągnąłem brwi.
-Um... Lottie?
-'Tak?'
-A Jess już wie? -nie odpowiedziała. Usłyszałem tylko jak głęboko wzdycha. Czyli, że nic nie wie. Świetnie. - Słuchaj, musisz jej powiedzieć, tylko juz może nie dziś.
-'Dlaczego nie dziś? Hazz?'- zapytała zaniepokojona. Teraz to ja nic nie powiedziałem. No bo jak mam jej to, kurwa powiedzieć? "Oh, słuchaj ,nie mów jej dzisiaj, bo leży nieprzytomna w moim łóżku. Jak to się stało? Aa no Will okazał się strasznym dupkiem dlatego się pocięła i zdemolowała mi połowę pokoju. Nic takiego. '
-'Co?!'
-Czy ja to powiedziałem...
-'Tak, idioto. Powiedziałeś to na głos. Jak ona się czuje? Wszystko w porządku?'-słyszałem, ze była już nieźle wkurwiona.
-Tak, już jest okay. Śpi. 
-'Dobra. Jutro jej muszę o wszystkim powiedzieć... Tylko jak? Ugh, dobra, coś wymyślę. Przecież ona się załamie jak się dowie. Dobra dam radę, nie będę się dobijać'- mówiła tak szybko, że nie miałem jak się odezwać.
-Char..
-'No nie wierzę... A może ucieknę z domu. Wtedy przecież nigdzie nie pojadę... Genialne! '
-Doobra, uspokój się, kobieto. -nie wytrzymałem i wybuchnąłem śmiechem.-  Nie możesz tak po prostu uciec. Po prostu musisz się z tym pogodzić. Jess z pewnością wszystko zrozumie. I, matko jedyna! Pierwszy raz słyszałem ,żeby ktoś tak szybko mówił! -zaśmiałem się.
-'To wcale nie jest śmieszne! '-warknęła, co rozbawiło mnie jeszcze bardziej.
*Jessamine*
Głowa mi pulsowała, powieki były strasznie ciężkie. Powoli otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju. Nie było śladu po moim wczorajszym wybuchu. Wspomnienia zalały mój umysł. Will. Jak on mógł? Dlaczego?
Dalej tego nie pojmowałam. Myślałam, że zależy mu na mnie. Poczułam mokro na policzkach, szybko starłam dowód mojej słabości. Nie chciałam być słaba. Obiecałam sobie, że juz nigdy więcej nie będę płakać, że będę silna. To postanowienie sprawiło, że od razu poczułam się lepiej. Gwałtownie poderwałam się z łóżka i ruszyłam w stronę łazienki. Musiałam się odświeżyć. Zimny prysznic- to było to, czego potrzebowałam.
***
Kiedy wyszłam z łazienki uswiadomilam sobie, ze nie mam się w co ubrac. Postanowiłam poszukać jakichś rzeczy w szafkach. Był tam tylko ogromny t-shirt. Wyruszyłam ramionami i przeciagnelam go przez głowę. Na szczęście sięgał mi do połowy uda.  Posprzątałam trochę w pokoju i ruszyłam poszukać Harry'ego. Znalazłam go w kuchni. Był bez koszulki. Cholera jasna.
Coś smarzył,nucąc przy tym cicho. Oparłam się o framugę, lekko skrępowana. W końcu niewiele miałam na sobie ubrań, a poza tym, te wszystkie wydarzenia z zeszłej nocy... Potrząsnęłam głową, by odpędzić te myśli.
-Um... Cześć. -powiedziałam nieśmiało i podeszłam do stołu. Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym przy okazji nie potknęła się lekko. Na szczęście tego nie zauważył. Odwrócił się dopiero po dłuższej chwili. Jego loki były związane gumką, żeby nie przeszkadzały. Kiedy na mnie spojrzał, zachował się...co najmniej dziwnie.
Jego źrenice rozszerzyły się, oczy pociemniały, kiedy przesunął wzrokiem od stóp, aż po czubek mojej głowy. Muszę dodać, że zrobił to bardzo powoli. Po chwili jednak jakby wrócił do rzeczywistości, odchrząknął i wreszcie się odezwał.
-Cześć. Jak..jak się czujesz?- jego głos z rana był bardzo zachrypnięty.
-W porzadku. Już jest okay. - powtórzyłam, kiedy widziałam, jak mruży oczy, ewidentnie mi nie wierząc. -Błagam, nie rozmawiajmy o tym. -Opuściłam głowę. Moje stopy stały się nagle najbardziej interesującą rzeczą na świecie. Podszedł do mnie i wsadził palec wskazujący pod moją brode, zmuszając bym na niego spojrzała.
-Nie znoszę patrzeć jak cierpisz. -oznajmił. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że wstrzymuje oddech, dopóki nie wypuściłam go ze świstem. Uśmiechnęłam się słabo.
-Wszystko się ułoży, w końcu będę szczęśliwa. -powiedziałam cicho.
-Wiem, że będzie. Musi być...

OGŁOSZENIE PARAFIALNE

Pracuję nad nowym opowiadaniem, już obmyślam 'strategię', że tak się wyrażę xdxd
Jakoś tak mnie olsniło kiedy sobie sprzątałam. Pomyślałam, dlaczego nie? I teraz nadchodzi mnie mnóstwo pomysłów, o czym może być, z kim w rolach głównych i tak dalej. Nie mam zamiaru spojlerowac, bo sama do końca jeszcze nie wiem jak to wszystko będzie wyglądać.  Na razie jest to tylko taki pomysł, który niedługo mam nadzieję wcielić w życie. Oczywiście, tego opowiadania nie zaniedbam:)
Na nowe fanfiction założę osobnego bloga, bo ja, ciaracha, zaraz coś pomieszam, pomylę i narobie zamieszania. Link podał Wam, jak już coś mniej więcej będę miała, a myślę, że szybciutko to nastąpi, nie mogę się doczekać, jeju.
Aha, właśnie. Teraz przez kilka dni będę walczyła z tym piekielnym szablonem i innymi takimi bzdetami. Zrobię porządek, troszkę się tutaj pozmienia:)
WRESZCIE hahah
Dobra jeszcze jedno i już daje święty spokój.
Zastanawiam się, czy macie jakieś zastrzeżenia co do tego opowiadania. Nie chodzi mi o fabułę, ale może robię straszne byki lub coś, nie wiem. Miło by mi było, gdyby troszkę więcej osób skomentowało. Bo nie jest Was wcale tak mało. No błagam, nie bojcie się, wyrażajcie swoje zdanie, nawet nie wiecie jak bardzo to motywuje:)
OOCZYWIŚCIE NADAL DO NICZEGO NIE ZMUSZAM, JEDYNIE PROBUJE WAS ODROBINĘ OSMIELIC:))
Oki, to by było na tyle. Co myślicie o tym wszystkim? W sensie, nowe ff i wgl, ktoś będzie to czytał? ;)

poniedziałek, 20 lipca 2015

ROZDZIAŁ 13

Dotarlem pod sklep z płytami, wyszedłem z auta i skierowałem się w stronę wejścia. Otworzylem drzwi i zacząłem się rozglądać za Jess. Nigdzie jej nie było. Podszedlem do dziewczyny za ladą, która uśmiechała się do mnie uprzejmie.
-W czym mogę pomóc?
-Cześć, widziałaś gdzieś tutaj może Jessamine?-jej uśmiech od razu zbladł, kiedy skinęła lekko głową. W odpowiedzi zmarszczylem brwi. Odeszła od lady i zaprowadziła mnie na zaplecze. W rogu, na krześle siedziała Jessie. Nie zareagowała, gdy ją zawołałem, miała wszystko gdzieś.
-Co jej jest? -zapytałem dziewczyny.
-Ona... Ugh, okazało się, że Will był z nią dla zakładu. Powiedział jej to, kiedy przyłapała go, jak obsciskiwal się z inną. Zależało jej na nim, a on ją zranił. -pokrecila głową z dezaprobatą.
Nic nie powiedziałem, tylko od razu ruszyłem w stronę złamanej dziewczyny.
-Jessie? -szepnąłem i dotknąłem lekko jej ramienia. Od razu strzępnela rękę, nie patrząc na mnie.
-Zostaw mnie, wszystko w porządku. -kłamała. Poznałem to pi tym, jak jej głos złamał się przy końcu zdania. Dlaczego ten kutas jej to, do cholery zrobił? Jess na prawdę darzyła go wyjątkowym uczuciem, a on to wszystko spierdolił. Stracił wyjątkową dziewczynę.
-Jessie, wiem, że nie jest. Porozmawiaj ze mną.
-Daj mi spokój, jest okay. Nie przejęłam się tym. Po prostu muszę sobie to wszystko poukładać. -oznajmiła tonem nie wyrażającym żadnych emocji. Westchnąłem głęboko i złapałem ją w talii, po czym przerzuciłem sobie ją przez ramię i wymaszerowalem ze sklepu.
-Przestań udawać, do chuja! Musisz z kimś o tym porozmawiać. -krzyknąłem. Zaczęła uderzać pięściami o moje plecy
-Puść mnie! Daj mi spokój! -wrzeszczała. Jej cierpliwosc wisiała na włosku. Tak samo jak moja. Nadal trzymalem Jess, ale ona nie dawała za wygraną. -Zostaw mnie! Wszyscy dajcie mi święty spokój! Nie chcę gadać. -plakala. W końcu przestała mnie bić, a jej ciałem wstrząsały dreszcze. Jej szloch stawał się głośniejszy, bariera w końcu pękła, wszystkie emocje jakie w sobie skrywała ujrzały światło dzienne. Postawiłem ją na nogi i przytuliłem. Od razu oplotla mnie ramionami i schowała głowę w mojej klatce. Dopiero teraz zdalem sobie sprawę z tego, jak drobna była. Gdy tak stała, w moich ramionach, przypominała małe, zagubione dziecko. Życie tej dziewczyny pochłaniał coraz większy mrok, a ona nie miała siły, by z nim walczyć.
***
Zabrałem Jessie do siebie, minęło już kilka godzin od momentu, kiedy ją znalazłem, a ona nie przestawała płakać. Razem z Ellą staraliśmy się ją jakoś pocieszyć, lecz nic nie pomagało.
-Hazz, nie rozumiem jednej rzeczy. Dlaczego przejęła się tym aż tak bardzo? Przecież nie byli ze sobą aż tak długo, tylko nieco ponad miesiąc chyba. -Ella zmarszczyla brwi. Miała prawo tego wszystkiego nie pojmowac.
-Ale ogólnie znali się trzy lata, ufała mu, traktowała jak przyjaciela, później darzyla go głębszym uczuciem. Pozwolił jej wierzyć, że jemu również na niej zależy. Jednak to była tylko gra. Przez trzy pieprzone lata ta dziewczyna żyła w kłamstwie. -pokrecilem głową. Moja dziewczyna wypuściła drżący oddech. Spojrzałem na nią. W jej oczach niebezpiecznie balansowały łzy. Poszedłem do niej i objąłem w talii. Od razu wtuliła się w mój tors.
-Dlaczego płaczesz, kochanie?
-Ja... Popatrz, każdy ma prawo być szczęśliwym, a Jessie ciągle napotyka jakieś przeszkody, cały czas ktoś ją krzywdzi. Nie rozumiem... Czym sobie zasłużyła? Przecież jest taka dobra...-pociągnęła nosem. Uśmiechnąłem się do niej smutno.
-Wiem, słoneczko, wiem. Ale Jess jest silna, pomozemy jej wydostać się z mroku, pomożemy jej odnaleźć drogę do szczęścia. Życie jest niesprawiedliwe, stawia nam na drodze różne przeszkody, czasem takie, z którymi sobie nie radzimy. Jednak nie możemy się poddawać. Musimy walczyć. I nie pozwolimy, aby Jess się poddała. Jednak coś tak czuję, że to, co nam powiedziała, to tylko czubek góry lodowej. Że jest gorzej, niż mówi.
-Martwię się o nią. Nie chcę, by się poddała ,jednak widziałam już osoby w takim stanie, jak ona. Były w stanie robić różne głupstwa, by tylko ujarzmić ten palący ból. -opuściła wzrok i znów się rozpłakała. -Nie chcę, żeby zrobiła sobie krzywdę.
-Shhh... Spokojnie, skarbie. Nie pozwolimy jej na to.-kiwnęła tylko głową wtulona w moją pierś.
***
Jessamine spała w pokoju gościnnym, a ja razem z Ellą siedzieliśmy w kuchni, pijąc kawę. Nagle usłyszeliśmy przeraźliwy huk, dochodzący gdzieś z piętra. Szybko zerwałem się z miejsca i pobiegłem na górę. Nie spodziewałem się tego, co zobaczyłem sekundy później...
*Jessamine*
Leżałam na łóżku i bez celu wpatrywałam się w sufit. Nie mogłam zasnąć. Myśli wirowały w moim umysle, przyprawiając o potworny ból głowy. Nie wytrzymałam tego napięcia, wszyscy traktowali mnie, jakbym była z porcelany. Nie mogłam już tego znieść. Nie byłam słaba.
Moje myśli zalały fale wspomnień. To, kiedy Will pocałował mnie po raz pierwszy. To, kiedy powiedział, ze nigdy mnie nie opusci. Pamiętałam ten dzień, w którym powiedział, że mogę mu ufać, ze zawsze będzie tu dla mnie.
Nagle poczułam ogromny gniew przenikający przez każdą komórkę mojego ciała. Oczy zasnuły się łzami złości. Wstałam z łóżka i ruszyłam do lazienki. W kosmetyczce, którą Ella zostawiła mi, żebym mogla sie doprowadzić do porządku jakbym chciała, znalazłam również maszynkę do golenia. Odchylilam plastikowe boki i wyjęłam obiekt, który mnie interesował. Przyłożyłam żyletkę do nadgarstka i zatopiłam metal w skórze. Ostrze weszło gładko, krew zaczęła się delikatnie sączyć z rany. Zrobiłam jeszcze mnóstwo równoległych linii, zatapiając metal coraz głębiej. Czynność ta dawała mi ukojenie w pewnym stopniu. Moja złość nagle się wzburzyła, nie wiedziałam dlaczego targają mną takie skrajne emocje. Poderwalam się z ziemi, weszlam z powrotem do pokoju goscinnego, wzięłam lampę ze stolika nocnego i rzuciłam nią z całej siły o ścianę. Kilka kawałków szkła odprysnelo i wbiło się boleśnie w ramię. Zignorowałam palący ból i zjechałam w dół po ścianie, zanosząc się płaczem. Nagle opuściła mnie cała energia, moja głowa stała się dziwnie ciężka. Spojrzałam leniwie na nadgarstek, z którego ciągle sączyła się czerwona ciecz.
Po chwili do pokoju wpadł Harry. Na moment stanął jak wryty. Na pewno nie tego się spodziewał.Nie spodzieał się znaleźć zakrwawionej, załamanej dziewczyny, siedzacej na podłodze, w dodatku na podłodze pokrytej szklem. Jego osłupienie trwało tylko kilka sekund. Po chwili podbiegł do mnie i zaczął coś mówić, ale ja nie mogłam zrozumieć co takiego.
-Spać mi się chce, Harry...
--------------------
Za wszystkie błędy przepraszam:)
Komentarze mile widziane:)
Nie mam pojęcia kiedy pojawi się nowy rozdział, możliwe, że w przyszłym tygodniu, jak znowu nie dostanę blokady twórczej XD
Do następnego xxx

środa, 8 lipca 2015

ROZDZIAŁ 12

Chodziłyśmy po centrum handlowym jakieś dwie godziny i miałyśmy już mnóstwo toreb z zakupionymi ciuchami, butami, biżuterią i różnymi gadżetami. Uwielbiałam robić zakupy, zwłaszcza z przyjaciółką. Wstąpiłam także do księgarni żeby kupić kilka nowych książek, bo nie miałam już co czytać. A mówiąc kilka, mam na myśli dziesięć książek. Kiedy Charlotte zobaczyła tą ilość, o mało jej oczy z orbit nie wypadły, ale nic nie powiedziała, wiedziała, że kocham czytać.
Wyszlysmy z ksiegarni i ruszylysmy w stronę nowo otwartej kafejki, kiedy nagle zaczął dzwonić telefon mojej przyjaciółki.
-Tak, mamo? Ale teraz? Ugh... No dobra... Cześć.-rozłączyła się i wywróciła oczami.- Muszę jechać do pracy mojego taty, w czymś tam pomóc. Poradzisz sobie sama? Najwyżej spotkamy się w domu. No chyba, że chcesz żebym zadzwoniła i powiedziała, że nie przyjdę. Żaden problem, naprawdę. Nie chcę cię zostawiać- powiedziala lagodnie.
-Nie, nie. Jest w porządku, naprawdę. Idź, ja jeszcze zajde do kilku  sklepów , coś zjem i spotkamy się w domu. Za dwie godziny powinnam wrócić. - przytuliłam ją, rzuciłam uśmiech i ruszyłam w kierunku mojego ukochanego sklepu z butami.
              *Charlotte*
-Tato? Już jadę, będę za 15 minut.
-Oh, skarbie, nie. Jestem w domu, razem z mamą. Mamy ci coś ważnego do powiedzenia.
-Um... Okay. O co chodzi? -zmarszczylam brwi i spytałam
zmieszana
-To nie jest rozmowa przez telefon, Charlotte.- słyszałam, że był już trochę zirytowany, więc odpuściłam.
-Okay, okay. Zaraz będę. -rozłączyłam się.
                      ***
-Mamo? Tato? Gdzie jesteście?- krzyknęłam.
-W salonie! -poszlam w tamtym kierunku, ale zanim tam dotarlam poczułam malutkie rączki owinięte wokół moich ud. Spojrzałam w dół i zobaczyłam Rosie.
-Cześć, mała. Jak było u babci?-wzięłam ją na ręce i cmoknelam w policzek.
-Faaajnie! -uśmiechnęła się szeroko i zaklaskala w małe, pulchniutkie rączki .Po chwili jednak stała się poważna. -Ale osa mnie ugryzła.- wydęła usta w niezadowoleniu i pokazała zaczerwienione miejsce na ramieniu.
-Ale ma tupet ta osa, co? Trzeba było ją też ugryźć.- potarlam swoim nosem o jej. W odpowiedzi zasmiala się głośno.
-Nieee... Głuptasku. -wzięła moją twarz w swoje malutkie dłonie i spojrzała mi głęboko w oczy.- Słuchaj, pomagałam dziadziusiowi czyścić konika i dziadziu powiedział, że konik mnie bardzo kocha, bo mu tak powiedział. I ja chcę porozmawiać z tym konikiem. Ale on nie chce. Musisz mi pomóc! -spojrzała na mnie tymi swoimi ogromnymi, ciemnymi jak węgiel oczami. Była śmiertelnie poważna.
-Dobrze, dobrze. A teraz idziemy rozmawiać z rodzicami, bo mają nam coś ważnego do powiedzenia.
Postawiłam małą na nogi, złapałam za rączkę i razem ruszylysmy do salonu, gdzie znalazłyśmy rodziców siedzacych sztywno na białej, skorzanej kanapie. Byli bardzo spięci. To, co chcieli nam powiedzieć musiało być bardzo ważne.
-Mamo? Tato? Co się dzieje? -spojrzałam na nich zmieszana, kiedy mama popatrzyla na tatę.
-Ty im powiesz?- zapytała. Ojciec wziął głęboki oddech i zaczął mówić..
            *Jessamine*
Kiedy opuściłam ostatni sklep, zbliżała się 15. Postanowiłam odwiedzić Will'a w pracy. Skierowałam się do cukierni, gdzie kupiłam mu jego ulubione kremówki i ruszyłam do samochodu. Byłam zadowolona z tego, że pojechałam własnym. Szybko odszukałam pojazd na parkingu, odpaliłam silnik i wyjechałam na ulicę.  Dojazd do sklepu z płytami, gdzie pracował Will zajmował mi około dziesięciu minut. Dotarłam na miejsce, szybko wyskoczyłam z auta i ruszylam do drzwi. Kiedy weszłam do pomieszczenia przywitali mnie przyjazny uśmiech Lilly, która również tam pracowała. Podeszlam do lady i odwzajemnilam gest.
-Um, cześć. Jest tu gdzieś może Will? Przyniosłam mu kremowki.- uśmiechnęłam się lekko i podniosłam w górę papierową torbę ze słodyczami. Zauważyłam, że nagle stała się spięta. Zmarszczylam brwi.- Lilly? In tu jest, prawda? Co sie dzieje?- byłam zdezorientowana, kiedy jej oczy podwoily swoje rozmiary. Zaczęła miętosić w ręce swoją bransoletke, kiedy się odezwała.
-Ja... Um... Znaczy, nie ma go poszedł po dostawę jakichś płyt. -wydukała, nawet na mnie nie patrząc. Zmrużyłam oczy.
-Klamiesz. Powiesz mi łaskawie co się tu, do cholery jasnej dzieje? -podniosłam lekko swój głos. -Dlaczego go kryjesz? Gdzie on jest?-spojrzała w kierunku zaplecza. I zaraz znowu zaczęła kłamać.
-Nie ma go tu! Wyszedł godzinę temu!
-Kłamiesz. -wycedziłam przez zaciśnięte zęby. -Dobra, wiesz co? Dzięki za pomoc. -rzuciłam sarkastycznie.- Sama go poszukam. -odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę zaplecza.
-Cześć ko...- nagle cały świat zawirował mi przed oczami. Torba trzymana w rękach upadła na podłogę, szeleszcząc przy tym lekko. Oczy zasnuły się łzami, palce wplotlam we włosy i pociągnęłam z całej siły. Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Wszystko wokół nagle jakby zwolniło. Przed moimi oczami stał Will, obsciskujący się z jakąś dziewczyną, której nigdy nie poznałam. Nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Po prostu stałam tam jak słup soli i nie mogłam uwierzyć w całą zaistniałą sytuację. Ci dwaj nawet nie zauważyli, że weszłam, dopóki się nie odezwałam, chociaż to, co starałam się powiedzieć nie miało ładu i składu.
-Jak..? Czy ty.... Ona...Will?- oderwali się od siebie gwałtownie i spojrzeli w moją stronę.
-Jessie, to nie tak...-ruszył w moją stronę, ale powstrzymalam go gestem ręki.
-Dlaczego?- moje ciało było odrętwiałe, szumiało mi w uszach.
-Oh, błagam, Will, kończ tę szopkę raz na zawsze.- powiedziała nieznajoma, przewróciła oczami i skrzyżowała ramiona. Spojrzałam na nią zdezorientowana, później przeniosłam wzrok na Willa. Już nie był przerażony, tylko uśmiechał się w moją stronę złośliwie.
-Oh, Jess..Ty naprawdę myślałaś, że zależy mi na tobie?-zasmial się, kiedy nie odpowiedziałam, tylko otworzyłam szerzej oczy.- No to byłaś w błędzie. Chcesz wiedzieć co i jak, maleńka? -obniżył się minimalnie na swoich kolanach, by jego twarz była na równi z moją. -Zakład. -powiedział powoli. Zachłysnęłam się powietrzem, ale się nie odezwałam. -Kiedy to my się poznaliśmy? Trzy lata temu? Poświęciłem się, czyż nie? Ale było warto. Wiesz o co się założyliśmy? Oni uważali, że nie dam rady cię wyrwać- uśmiechnął się złośliwie. -Ja wierzyłem w swoje możliwości. Najpierw udawałem twojego przyjaciela, a gdy cię pocalowalem, spodziewałem się odrzucenia. A ty wskoczyłaś mi w ramiona jak ostatnia dziwka. Myślałem, że jesteś bardziej poukladana. -kpił ze mnie.- Suma sumarum, wygralem zakład. Chcesz wiedzieć co to było? -nie odpowiedziałam, tylko patrzyłam w pustą przezeń gdzieś za nim.- Samochód. -wyszeptał wprost do mojego ucha. -Zajebisty, sportowy samochód. Nie musisz znać marki, i tak się na tym nie znasz.
-Will, starczy już, ona ma dość. Chciałam żebyś tylko jej wszystko wyjaśnił. -Odezwała się nnieznajomą.Nawet na nią nie spojrzał. 
-To by bylo na tyle. Nie mam nic więcej do powiedzenia. Hannah, spadamy stąd. -blondynka szybko do niego podeszła, rzuciła mi jeszcze tylko współczujący, szczerze współczujący uśmiech.
Kiedy zostałam sama w pomieszczeniu, upadłam na podłogę, objęłam ramionami kolana i siedziałam tak, patrząc się na ścianę. Nie plakalam, byłam w dziwnym stanie odrętwienia. Nie mogłam uwierzyć, że to wszystko było ustawione. Ufalam mu, myślałam, że może jemu na mnie zależy. Nie mogłam uwierzyć w to, jak bardzo głupia byłam.
Wydawało mi się, że ktoś wszedł do pomieszczenia, próbował mnie nakłonić, żebym wstała, ale ja nie byłam w stanie wykonać żadnego ruchu. Ledwo co słyszałam, co do mnie mówiono. Byłam pogrążona w oceanie wspomnień, które uderzyły we mnie z impetem. Moje zycie było niekończącym się pasmem nieszczęść.
        *Charlotte*
-Przeprowadzamy się do Australii. -ogłosił mój ojciec poważnym tonem.
-Co?! Dlaczego? -byłam kompletnie zbita z tropu.
-Musimy tam jechać i opiekowac się babcią, jest już stara, nie da sobie rady sama. Poza tym, spodoba wam się tam. Będziemy mieli piękny dom, blisko oceanu.
-Nie możecie mi tego zrobic, mam tutaj przyjaciół, mam tutaj Jesamine! Ona mnie potrzebuje, ja jej potrzebuję! -podniosłam głos.
-Lottie, nie dyskutuj, taka jest moja decyzja i nie zamierzam jej zmienić. -Potarl palcami skronie..-Wyjeżdżamy dokładnie za tydzień, więc idź na górę u zacznij się pakować.
-Ugh...-wyrzuciłam ręce w górę, poszłam do swojego pokoju i trzasnęłam drzwiami. Jak ja to powiem Jessie...
Usiadłam na łóżku i ukryłam twarz w dłoniach.
             *Harry*
Siedziałem przy kominku i grałem na gitarze, brakowało mi tego. Czekałem na telefon od Jess, bo mieliśmy się spotkać. W końcu, zniecierpliwiony, sam zadzwoniłem. Po kilku nieudanych próbach, wybrałem numer do Charlotte.
-'Halo?'
-Cześć, Lottie. Jest może z tobą Jess? Mieliśmy się spotkać, a nie mogę się do niej dodzwonic.
-'Oh, nie nie ma jej. Myślałam, że jest z tobą. Napisała mi SMS-A, że idzie się spotkać z tobą' .
-Cholera.
-'Zobacz, może siedzi u Will'a. W pracy. '- podała mi adres, pożegnała się i rozłączyła.
______________
Oki, rozdział dosyć długi mi wyszedł haha
Ale nie jestem z niego zbytnio zadowolona:)
Następny powinien pojawić się jeszcze w tym tygodniu, bo wena wraca xd małymi kroczkami, ale wraca:)
Do następnego! xxx

wtorek, 7 lipca 2015

ROZDZIAŁ 11

Ważna notka pod rozdziałem:)
___________________

Ja i Will byliśmy oficjalnie parą. Dzięki niemu mój stan psychiczny trochę się polepszył, wróciłam do szkoły. Oczywiście kiedy tylko przechodzilismy korytarzem ze splecionymi dłońmi, wszyscy, dosłownie w s z y s c y się na nas patrzyli. Ich ciekawskie spojrzenia przewiercały mnie na wylot. Na początku czułam się z tym niekomfortowo, ale z czasem nauczyłam się to ignorować.
Czasem spotykałam się z Harry'm, można powiedzieć, że się zaprzyjaznilismy. Poznałam go lepiej, miał wybuchowy, trudny charakter. Jednak to mnie nie zraziło.  Naprawdę bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało, ufałam mu. Myślę, ze powodem, dla którego tak szybko się do niego przekonałam, był fakt, że pomógł mi w najgorszym momencie mojego życia. Jak to mówią- przyjaciół poznaje się w biedzie. Jednak nie mówiliśmy sobie dużo o swoich zyciach prywatnych i tak dalej. Nie powiedziałam mu o rodzicach. Nie bylam gotowa. Nie powiedzialam mu o swojej przeszłości. Tak naprawdę praktycznie sie nie znaliśmy. Wiem, ze to dziwne. Jednak dziwnie mu ufalam. Rozmawialiśmy ze sobą na różne tematy. Mieliśmy wspólne zainteresowania- literatura, muzyka.
        *MIESIĄC PÓŹNIEJ*
-Jess! Will dzwoni!- Charlotte wywróciła oczami.- Znowu.
Szybko do niej podbiegłam i wyrwalam jej telefon z ręki. Pewnie chciał omówić szczegóły naszego spotkania, godzinę i tak dalej.
-'Cześć, kochanie. Mam złą wiadomość. Nigdzie dziś nie pojdziemy, bo muszę zostać dłużej w pracy, nie ma szans, żebym się stąd wyrwał'-powiedział, a mój uśmiech tak szybko jak się pojawił, równie szybko zniknął.
-Naprawdę? Nie dasz rady? Spróbuj!-jęknęłam.
-'No przecież mówię, że nie!-warknął. Aż się wzdrygnęłam. -Nie wkurwiaj mnie Jessamine. '
-Dobra, spokojnie, co cię ugryzlo?- nie otrzymałam odpowiedzi. Rozłączył się. Raaany.
-Co się stało?- zmartwiła się Lottie.
-Ugh... Nic, odwołał randkę i jakoś dziwnie ze mną rozmawiał. Jak zapytałam czy na pewno nie da rady to się okropnie wkurzył. Nie wiem co go ugryzło.- wyruszyłam ramionami.
-Może ma ciężki dzień?
-Możliwe, nie wiem... Ale ostatnio często się tak zachowuje, jest oschły, często się na mnie złości, nie wiem o co może chodzić...
-Faceci tacy są, nie martw się. Jutro w szkole go może zlapiesz. Albo po lekcjach. Wtedy pogadacie. A teraz, koniec zamulania, wychodzimy na zakupy!- zasmialam się i kiwnęłam głową na znak, że się zgadzam.- Później może jakiś obiad zjemy czy cos. Leć sie ogarnąć. Zimno jest dzisiaj, znowu.-wywróciła oczami.
Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, umyłam zęby starając się nie patrzeć na moje koszmarne odbicie w lustrze. Naprawdę schudłam. Bardzo. Niestety nie mogłam przybrać na wadze. Próbowałam. Pod oczami mialam sine cienie- oznakę zmęczenia po wielu nieprzespanych nocach. Niby czułam się lepiej po tym wszystkim, a jednak dalej miałam te koszmary. Westchnęłam głęboko i poszlam do pokoju, aby się pomalować. Tym razem nałożyłam korektor i puder, zeby moja twarz jakoś wyglądała, policzki lekko musnęłam różem. Rzęsy lekko pomalowałam maskarą, na usta nałożyłam blyszczyk. Podeszłam do szafy i zdecydowałam się założyć: (klik). Włosy związałam w wysokiego kucyka.
Lottie była już chyba na dole, więc wzięłam wszystkie potrzebne rzeczy i zeszłam na dół, gdzie rzeczywiście czekała na mnie moja przyjaciółka w towarzystwie swojej mamy.
-Cześć, Jessie! Kochanie, jak ty pięknie wyglądasz! -powiedziała mama Lottie, po czym przytuliła mnie i swoją córkę. -Ja uciekam, dziś wrócę do domu wyjątkowy późno, więc nie czekajcie na mnie i nie siedzcie nigdzie za długo bo jutro szkoła. -przypomniała z udawaną surowością.
-Spokojnie, mamo- Lottie się uśmiechnęła. Kobieta tylko się uśmiechnęła i wyszła z domu.
Uwielbiałam mamę Lottie. Była taką ciepłą osobą. Zawsze piekła jakieś dobre ciasteczka, była mamą, jaką zawsze chciałam mieć. Mieszkając razem z Charlotte uświadomiłam sobie, ze tutaj czuję się bardziej komfortowo niż we własnym domu. Ani trochę nie tęskniłam za rodzicami i domem.
-Dobra, wychodzimy! -oznajmiła moja przyjaciółka z uśmiechem. Widać było, że bardzo cieszyła się, że staję na nogi. Ona tak myślała. W rzeczywistości było trochę inaczej, ale nie chciałam nikogo martwić. Stałam się mistrzem w ukrywaniu negatywnych emocji, które się we mnie kłębiły. Musiałam być silna, nie mogłam pokazywać tego, że nadal przeraża mnie to, co wydarzy się następnego dnia. Nie byłam mięczakiem. Nie chciałam nim być. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam za Lottie. Miałam nadzieję, że rewelacyjnie spędzę czas, jednak nie byłam przygotowana na to, co miało nadejść. Wtedy nie byłam swiadoma, że stanie się coś, co będzie dla mnie kolejnym koszmarem. Nie wiedziałam tego. Miałam jedynie nadzieję, że tamten dzień upłynie mi miło i przyjemnie..
_________________
Miałam napisać więcej rozdziałów, ale po prostu wena mnie opuściła, sprawy w życiu pokomplikowały. Nie mam pojęcia, kiedy będzie kolejny. Po prostu czekajcie cierpliwie. Moze po tym całym wyjeździe sobie wszystko ulozę i będzie w porządku. W sumie, to tyle. Buziaczki:*
Chociaż, jeszcze jedna kwestia. Chciałam bardzo podziękować dwóm dziewczynom, które tak naprawdę są ze mną od początku, motywują swoimi komentarzami, wyrażają swoje opinie. Są to Ola/Alicja(przepraszam, nie jestem pewna, bo w nazwie są dwa imiona i nazwiska i po prostu nie wiem która z Was komentuje) i Małgosia:)  To jest na prawdę miłe, przyjemnie się to czyta, przynajmniej wiem ze Im się to podoba, bo dają mi znać. Jesteście kochane, dziękuję:* Naprawdę takie rzeczy dają niezlego kopa i pomagają. Czasem kiedy publikuje rozdziały to nie jestem pewna czy są wystarczająco dobre. A Wy pokazujecie, że są dobre. Że doceniacie to, co piszę. Dziękuję:)