piątek, 24 lipca 2015

ROZDZIAŁ 14

*Harry*
-Spać mi się chce...-wymamrotała niewyraźne. Całe powietrze momentalnie wyleciało mi z płuc.
-Co.. Nie, Jessie. Nie zasypiaj, nie zamykaj oczu, słyszysz?! Ella! -krzyknąłem. Dziewczyna po chwili pojawiła się przy mnie.- Zajmij się nią, błagam. -ona tylko skinęła głową i klękła obok Jessie z kamiennym wyrazem twarzy.
-Przynieś mi szybko apteczkę, muszę zatamować krwawienie. I tak straciła już dużo krwi. Harry!- krzyknęła zniecierpliwiona, kiedy nie ruszyłem się z miejsca. Kiedy pobieglem do łazienki, słyszałem kojacy głos Elli. Cały czas mówiła do Jess, żeby ta pozostała przytomna.
El studiowała medycunę, była już na trzecim roku, więc znała się trochę na tego typu sprawach. Sprawnie opatrzyla rany, umyła dziewczynę i kazała mi położyć ją na łóżku.
-Czy...-zacząłem drżącym głosem. Podeszła do mnie i mnie przytuliła.
-Tak, będzie w porządku. Teraz jest po prostu wyczerpana, musi odpoczywać. Pocałowała mnie w policzek i spojrzała głęboko w oczy. -Musimy jej jakoś pomóc przez to przejść. W końcu będzie szczęśliwa. Wierzę w to.
Nic nie oodpowiedziałem, tylko uśmiechnąłem się lekko, przyciągnąłem ją bliżej siebie i ucałowałem w czubek głowy.
-Masz złote serce, mówiłem ci to już? -Mruknela coś niewyraźne żebym się zamknął, po czym przytuliła się jeszcze mocniej. Ella była naprawdę skromną dziewczyną, nie lubiła, jak ktoś prawił jej komplementy. Jednak ja nie mogłem się powstrzymać. Miałem szczęście, że poznałem El.
Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek telefonu. Spojrzałem na ekran. Lottie.
-'Harry? Jest gdzieś obok ciebie Jessie? Muszę z nia pogadac' -brzmiała na...Załamaną? Poważnie? Kolejna?
-Co się dzieje?-ściągnąłem brwi. Nagle zaczęła płakać. -Opowiadaj- zachęciłem. Wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić...
***
Zamurowało mnie. To, co usłyszałem kompletnie mnie zdziwiło. Nie odzywałem się już dobre pięć minut, próbując sobie to wszystko jakoś poukładać. Potrząsnąłem głową i ściągnąłem brwi.
-Um... Lottie?
-'Tak?'
-A Jess już wie? -nie odpowiedziała. Usłyszałem tylko jak głęboko wzdycha. Czyli, że nic nie wie. Świetnie. - Słuchaj, musisz jej powiedzieć, tylko juz może nie dziś.
-'Dlaczego nie dziś? Hazz?'- zapytała zaniepokojona. Teraz to ja nic nie powiedziałem. No bo jak mam jej to, kurwa powiedzieć? "Oh, słuchaj ,nie mów jej dzisiaj, bo leży nieprzytomna w moim łóżku. Jak to się stało? Aa no Will okazał się strasznym dupkiem dlatego się pocięła i zdemolowała mi połowę pokoju. Nic takiego. '
-'Co?!'
-Czy ja to powiedziałem...
-'Tak, idioto. Powiedziałeś to na głos. Jak ona się czuje? Wszystko w porządku?'-słyszałem, ze była już nieźle wkurwiona.
-Tak, już jest okay. Śpi. 
-'Dobra. Jutro jej muszę o wszystkim powiedzieć... Tylko jak? Ugh, dobra, coś wymyślę. Przecież ona się załamie jak się dowie. Dobra dam radę, nie będę się dobijać'- mówiła tak szybko, że nie miałem jak się odezwać.
-Char..
-'No nie wierzę... A może ucieknę z domu. Wtedy przecież nigdzie nie pojadę... Genialne! '
-Doobra, uspokój się, kobieto. -nie wytrzymałem i wybuchnąłem śmiechem.-  Nie możesz tak po prostu uciec. Po prostu musisz się z tym pogodzić. Jess z pewnością wszystko zrozumie. I, matko jedyna! Pierwszy raz słyszałem ,żeby ktoś tak szybko mówił! -zaśmiałem się.
-'To wcale nie jest śmieszne! '-warknęła, co rozbawiło mnie jeszcze bardziej.
*Jessamine*
Głowa mi pulsowała, powieki były strasznie ciężkie. Powoli otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju. Nie było śladu po moim wczorajszym wybuchu. Wspomnienia zalały mój umysł. Will. Jak on mógł? Dlaczego?
Dalej tego nie pojmowałam. Myślałam, że zależy mu na mnie. Poczułam mokro na policzkach, szybko starłam dowód mojej słabości. Nie chciałam być słaba. Obiecałam sobie, że juz nigdy więcej nie będę płakać, że będę silna. To postanowienie sprawiło, że od razu poczułam się lepiej. Gwałtownie poderwałam się z łóżka i ruszyłam w stronę łazienki. Musiałam się odświeżyć. Zimny prysznic- to było to, czego potrzebowałam.
***
Kiedy wyszłam z łazienki uswiadomilam sobie, ze nie mam się w co ubrac. Postanowiłam poszukać jakichś rzeczy w szafkach. Był tam tylko ogromny t-shirt. Wyruszyłam ramionami i przeciagnelam go przez głowę. Na szczęście sięgał mi do połowy uda.  Posprzątałam trochę w pokoju i ruszyłam poszukać Harry'ego. Znalazłam go w kuchni. Był bez koszulki. Cholera jasna.
Coś smarzył,nucąc przy tym cicho. Oparłam się o framugę, lekko skrępowana. W końcu niewiele miałam na sobie ubrań, a poza tym, te wszystkie wydarzenia z zeszłej nocy... Potrząsnęłam głową, by odpędzić te myśli.
-Um... Cześć. -powiedziałam nieśmiało i podeszłam do stołu. Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym przy okazji nie potknęła się lekko. Na szczęście tego nie zauważył. Odwrócił się dopiero po dłuższej chwili. Jego loki były związane gumką, żeby nie przeszkadzały. Kiedy na mnie spojrzał, zachował się...co najmniej dziwnie.
Jego źrenice rozszerzyły się, oczy pociemniały, kiedy przesunął wzrokiem od stóp, aż po czubek mojej głowy. Muszę dodać, że zrobił to bardzo powoli. Po chwili jednak jakby wrócił do rzeczywistości, odchrząknął i wreszcie się odezwał.
-Cześć. Jak..jak się czujesz?- jego głos z rana był bardzo zachrypnięty.
-W porzadku. Już jest okay. - powtórzyłam, kiedy widziałam, jak mruży oczy, ewidentnie mi nie wierząc. -Błagam, nie rozmawiajmy o tym. -Opuściłam głowę. Moje stopy stały się nagle najbardziej interesującą rzeczą na świecie. Podszedł do mnie i wsadził palec wskazujący pod moją brode, zmuszając bym na niego spojrzała.
-Nie znoszę patrzeć jak cierpisz. -oznajmił. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że wstrzymuje oddech, dopóki nie wypuściłam go ze świstem. Uśmiechnęłam się słabo.
-Wszystko się ułoży, w końcu będę szczęśliwa. -powiedziałam cicho.
-Wiem, że będzie. Musi być...

OGŁOSZENIE PARAFIALNE

Pracuję nad nowym opowiadaniem, już obmyślam 'strategię', że tak się wyrażę xdxd
Jakoś tak mnie olsniło kiedy sobie sprzątałam. Pomyślałam, dlaczego nie? I teraz nadchodzi mnie mnóstwo pomysłów, o czym może być, z kim w rolach głównych i tak dalej. Nie mam zamiaru spojlerowac, bo sama do końca jeszcze nie wiem jak to wszystko będzie wyglądać.  Na razie jest to tylko taki pomysł, który niedługo mam nadzieję wcielić w życie. Oczywiście, tego opowiadania nie zaniedbam:)
Na nowe fanfiction założę osobnego bloga, bo ja, ciaracha, zaraz coś pomieszam, pomylę i narobie zamieszania. Link podał Wam, jak już coś mniej więcej będę miała, a myślę, że szybciutko to nastąpi, nie mogę się doczekać, jeju.
Aha, właśnie. Teraz przez kilka dni będę walczyła z tym piekielnym szablonem i innymi takimi bzdetami. Zrobię porządek, troszkę się tutaj pozmienia:)
WRESZCIE hahah
Dobra jeszcze jedno i już daje święty spokój.
Zastanawiam się, czy macie jakieś zastrzeżenia co do tego opowiadania. Nie chodzi mi o fabułę, ale może robię straszne byki lub coś, nie wiem. Miło by mi było, gdyby troszkę więcej osób skomentowało. Bo nie jest Was wcale tak mało. No błagam, nie bojcie się, wyrażajcie swoje zdanie, nawet nie wiecie jak bardzo to motywuje:)
OOCZYWIŚCIE NADAL DO NICZEGO NIE ZMUSZAM, JEDYNIE PROBUJE WAS ODROBINĘ OSMIELIC:))
Oki, to by było na tyle. Co myślicie o tym wszystkim? W sensie, nowe ff i wgl, ktoś będzie to czytał? ;)

poniedziałek, 20 lipca 2015

ROZDZIAŁ 13

Dotarlem pod sklep z płytami, wyszedłem z auta i skierowałem się w stronę wejścia. Otworzylem drzwi i zacząłem się rozglądać za Jess. Nigdzie jej nie było. Podszedlem do dziewczyny za ladą, która uśmiechała się do mnie uprzejmie.
-W czym mogę pomóc?
-Cześć, widziałaś gdzieś tutaj może Jessamine?-jej uśmiech od razu zbladł, kiedy skinęła lekko głową. W odpowiedzi zmarszczylem brwi. Odeszła od lady i zaprowadziła mnie na zaplecze. W rogu, na krześle siedziała Jessie. Nie zareagowała, gdy ją zawołałem, miała wszystko gdzieś.
-Co jej jest? -zapytałem dziewczyny.
-Ona... Ugh, okazało się, że Will był z nią dla zakładu. Powiedział jej to, kiedy przyłapała go, jak obsciskiwal się z inną. Zależało jej na nim, a on ją zranił. -pokrecila głową z dezaprobatą.
Nic nie powiedziałem, tylko od razu ruszyłem w stronę złamanej dziewczyny.
-Jessie? -szepnąłem i dotknąłem lekko jej ramienia. Od razu strzępnela rękę, nie patrząc na mnie.
-Zostaw mnie, wszystko w porządku. -kłamała. Poznałem to pi tym, jak jej głos złamał się przy końcu zdania. Dlaczego ten kutas jej to, do cholery zrobił? Jess na prawdę darzyła go wyjątkowym uczuciem, a on to wszystko spierdolił. Stracił wyjątkową dziewczynę.
-Jessie, wiem, że nie jest. Porozmawiaj ze mną.
-Daj mi spokój, jest okay. Nie przejęłam się tym. Po prostu muszę sobie to wszystko poukładać. -oznajmiła tonem nie wyrażającym żadnych emocji. Westchnąłem głęboko i złapałem ją w talii, po czym przerzuciłem sobie ją przez ramię i wymaszerowalem ze sklepu.
-Przestań udawać, do chuja! Musisz z kimś o tym porozmawiać. -krzyknąłem. Zaczęła uderzać pięściami o moje plecy
-Puść mnie! Daj mi spokój! -wrzeszczała. Jej cierpliwosc wisiała na włosku. Tak samo jak moja. Nadal trzymalem Jess, ale ona nie dawała za wygraną. -Zostaw mnie! Wszyscy dajcie mi święty spokój! Nie chcę gadać. -plakala. W końcu przestała mnie bić, a jej ciałem wstrząsały dreszcze. Jej szloch stawał się głośniejszy, bariera w końcu pękła, wszystkie emocje jakie w sobie skrywała ujrzały światło dzienne. Postawiłem ją na nogi i przytuliłem. Od razu oplotla mnie ramionami i schowała głowę w mojej klatce. Dopiero teraz zdalem sobie sprawę z tego, jak drobna była. Gdy tak stała, w moich ramionach, przypominała małe, zagubione dziecko. Życie tej dziewczyny pochłaniał coraz większy mrok, a ona nie miała siły, by z nim walczyć.
***
Zabrałem Jessie do siebie, minęło już kilka godzin od momentu, kiedy ją znalazłem, a ona nie przestawała płakać. Razem z Ellą staraliśmy się ją jakoś pocieszyć, lecz nic nie pomagało.
-Hazz, nie rozumiem jednej rzeczy. Dlaczego przejęła się tym aż tak bardzo? Przecież nie byli ze sobą aż tak długo, tylko nieco ponad miesiąc chyba. -Ella zmarszczyla brwi. Miała prawo tego wszystkiego nie pojmowac.
-Ale ogólnie znali się trzy lata, ufała mu, traktowała jak przyjaciela, później darzyla go głębszym uczuciem. Pozwolił jej wierzyć, że jemu również na niej zależy. Jednak to była tylko gra. Przez trzy pieprzone lata ta dziewczyna żyła w kłamstwie. -pokrecilem głową. Moja dziewczyna wypuściła drżący oddech. Spojrzałem na nią. W jej oczach niebezpiecznie balansowały łzy. Poszedłem do niej i objąłem w talii. Od razu wtuliła się w mój tors.
-Dlaczego płaczesz, kochanie?
-Ja... Popatrz, każdy ma prawo być szczęśliwym, a Jessie ciągle napotyka jakieś przeszkody, cały czas ktoś ją krzywdzi. Nie rozumiem... Czym sobie zasłużyła? Przecież jest taka dobra...-pociągnęła nosem. Uśmiechnąłem się do niej smutno.
-Wiem, słoneczko, wiem. Ale Jess jest silna, pomozemy jej wydostać się z mroku, pomożemy jej odnaleźć drogę do szczęścia. Życie jest niesprawiedliwe, stawia nam na drodze różne przeszkody, czasem takie, z którymi sobie nie radzimy. Jednak nie możemy się poddawać. Musimy walczyć. I nie pozwolimy, aby Jess się poddała. Jednak coś tak czuję, że to, co nam powiedziała, to tylko czubek góry lodowej. Że jest gorzej, niż mówi.
-Martwię się o nią. Nie chcę, by się poddała ,jednak widziałam już osoby w takim stanie, jak ona. Były w stanie robić różne głupstwa, by tylko ujarzmić ten palący ból. -opuściła wzrok i znów się rozpłakała. -Nie chcę, żeby zrobiła sobie krzywdę.
-Shhh... Spokojnie, skarbie. Nie pozwolimy jej na to.-kiwnęła tylko głową wtulona w moją pierś.
***
Jessamine spała w pokoju gościnnym, a ja razem z Ellą siedzieliśmy w kuchni, pijąc kawę. Nagle usłyszeliśmy przeraźliwy huk, dochodzący gdzieś z piętra. Szybko zerwałem się z miejsca i pobiegłem na górę. Nie spodziewałem się tego, co zobaczyłem sekundy później...
*Jessamine*
Leżałam na łóżku i bez celu wpatrywałam się w sufit. Nie mogłam zasnąć. Myśli wirowały w moim umysle, przyprawiając o potworny ból głowy. Nie wytrzymałam tego napięcia, wszyscy traktowali mnie, jakbym była z porcelany. Nie mogłam już tego znieść. Nie byłam słaba.
Moje myśli zalały fale wspomnień. To, kiedy Will pocałował mnie po raz pierwszy. To, kiedy powiedział, ze nigdy mnie nie opusci. Pamiętałam ten dzień, w którym powiedział, że mogę mu ufać, ze zawsze będzie tu dla mnie.
Nagle poczułam ogromny gniew przenikający przez każdą komórkę mojego ciała. Oczy zasnuły się łzami złości. Wstałam z łóżka i ruszyłam do lazienki. W kosmetyczce, którą Ella zostawiła mi, żebym mogla sie doprowadzić do porządku jakbym chciała, znalazłam również maszynkę do golenia. Odchylilam plastikowe boki i wyjęłam obiekt, który mnie interesował. Przyłożyłam żyletkę do nadgarstka i zatopiłam metal w skórze. Ostrze weszło gładko, krew zaczęła się delikatnie sączyć z rany. Zrobiłam jeszcze mnóstwo równoległych linii, zatapiając metal coraz głębiej. Czynność ta dawała mi ukojenie w pewnym stopniu. Moja złość nagle się wzburzyła, nie wiedziałam dlaczego targają mną takie skrajne emocje. Poderwalam się z ziemi, weszlam z powrotem do pokoju goscinnego, wzięłam lampę ze stolika nocnego i rzuciłam nią z całej siły o ścianę. Kilka kawałków szkła odprysnelo i wbiło się boleśnie w ramię. Zignorowałam palący ból i zjechałam w dół po ścianie, zanosząc się płaczem. Nagle opuściła mnie cała energia, moja głowa stała się dziwnie ciężka. Spojrzałam leniwie na nadgarstek, z którego ciągle sączyła się czerwona ciecz.
Po chwili do pokoju wpadł Harry. Na moment stanął jak wryty. Na pewno nie tego się spodziewał.Nie spodzieał się znaleźć zakrwawionej, załamanej dziewczyny, siedzacej na podłodze, w dodatku na podłodze pokrytej szklem. Jego osłupienie trwało tylko kilka sekund. Po chwili podbiegł do mnie i zaczął coś mówić, ale ja nie mogłam zrozumieć co takiego.
-Spać mi się chce, Harry...
--------------------
Za wszystkie błędy przepraszam:)
Komentarze mile widziane:)
Nie mam pojęcia kiedy pojawi się nowy rozdział, możliwe, że w przyszłym tygodniu, jak znowu nie dostanę blokady twórczej XD
Do następnego xxx

środa, 8 lipca 2015

ROZDZIAŁ 12

Chodziłyśmy po centrum handlowym jakieś dwie godziny i miałyśmy już mnóstwo toreb z zakupionymi ciuchami, butami, biżuterią i różnymi gadżetami. Uwielbiałam robić zakupy, zwłaszcza z przyjaciółką. Wstąpiłam także do księgarni żeby kupić kilka nowych książek, bo nie miałam już co czytać. A mówiąc kilka, mam na myśli dziesięć książek. Kiedy Charlotte zobaczyła tą ilość, o mało jej oczy z orbit nie wypadły, ale nic nie powiedziała, wiedziała, że kocham czytać.
Wyszlysmy z ksiegarni i ruszylysmy w stronę nowo otwartej kafejki, kiedy nagle zaczął dzwonić telefon mojej przyjaciółki.
-Tak, mamo? Ale teraz? Ugh... No dobra... Cześć.-rozłączyła się i wywróciła oczami.- Muszę jechać do pracy mojego taty, w czymś tam pomóc. Poradzisz sobie sama? Najwyżej spotkamy się w domu. No chyba, że chcesz żebym zadzwoniła i powiedziała, że nie przyjdę. Żaden problem, naprawdę. Nie chcę cię zostawiać- powiedziala lagodnie.
-Nie, nie. Jest w porządku, naprawdę. Idź, ja jeszcze zajde do kilku  sklepów , coś zjem i spotkamy się w domu. Za dwie godziny powinnam wrócić. - przytuliłam ją, rzuciłam uśmiech i ruszyłam w kierunku mojego ukochanego sklepu z butami.
              *Charlotte*
-Tato? Już jadę, będę za 15 minut.
-Oh, skarbie, nie. Jestem w domu, razem z mamą. Mamy ci coś ważnego do powiedzenia.
-Um... Okay. O co chodzi? -zmarszczylam brwi i spytałam
zmieszana
-To nie jest rozmowa przez telefon, Charlotte.- słyszałam, że był już trochę zirytowany, więc odpuściłam.
-Okay, okay. Zaraz będę. -rozłączyłam się.
                      ***
-Mamo? Tato? Gdzie jesteście?- krzyknęłam.
-W salonie! -poszlam w tamtym kierunku, ale zanim tam dotarlam poczułam malutkie rączki owinięte wokół moich ud. Spojrzałam w dół i zobaczyłam Rosie.
-Cześć, mała. Jak było u babci?-wzięłam ją na ręce i cmoknelam w policzek.
-Faaajnie! -uśmiechnęła się szeroko i zaklaskala w małe, pulchniutkie rączki .Po chwili jednak stała się poważna. -Ale osa mnie ugryzła.- wydęła usta w niezadowoleniu i pokazała zaczerwienione miejsce na ramieniu.
-Ale ma tupet ta osa, co? Trzeba było ją też ugryźć.- potarlam swoim nosem o jej. W odpowiedzi zasmiala się głośno.
-Nieee... Głuptasku. -wzięła moją twarz w swoje malutkie dłonie i spojrzała mi głęboko w oczy.- Słuchaj, pomagałam dziadziusiowi czyścić konika i dziadziu powiedział, że konik mnie bardzo kocha, bo mu tak powiedział. I ja chcę porozmawiać z tym konikiem. Ale on nie chce. Musisz mi pomóc! -spojrzała na mnie tymi swoimi ogromnymi, ciemnymi jak węgiel oczami. Była śmiertelnie poważna.
-Dobrze, dobrze. A teraz idziemy rozmawiać z rodzicami, bo mają nam coś ważnego do powiedzenia.
Postawiłam małą na nogi, złapałam za rączkę i razem ruszylysmy do salonu, gdzie znalazłyśmy rodziców siedzacych sztywno na białej, skorzanej kanapie. Byli bardzo spięci. To, co chcieli nam powiedzieć musiało być bardzo ważne.
-Mamo? Tato? Co się dzieje? -spojrzałam na nich zmieszana, kiedy mama popatrzyla na tatę.
-Ty im powiesz?- zapytała. Ojciec wziął głęboki oddech i zaczął mówić..
            *Jessamine*
Kiedy opuściłam ostatni sklep, zbliżała się 15. Postanowiłam odwiedzić Will'a w pracy. Skierowałam się do cukierni, gdzie kupiłam mu jego ulubione kremówki i ruszyłam do samochodu. Byłam zadowolona z tego, że pojechałam własnym. Szybko odszukałam pojazd na parkingu, odpaliłam silnik i wyjechałam na ulicę.  Dojazd do sklepu z płytami, gdzie pracował Will zajmował mi około dziesięciu minut. Dotarłam na miejsce, szybko wyskoczyłam z auta i ruszylam do drzwi. Kiedy weszłam do pomieszczenia przywitali mnie przyjazny uśmiech Lilly, która również tam pracowała. Podeszlam do lady i odwzajemnilam gest.
-Um, cześć. Jest tu gdzieś może Will? Przyniosłam mu kremowki.- uśmiechnęłam się lekko i podniosłam w górę papierową torbę ze słodyczami. Zauważyłam, że nagle stała się spięta. Zmarszczylam brwi.- Lilly? In tu jest, prawda? Co sie dzieje?- byłam zdezorientowana, kiedy jej oczy podwoily swoje rozmiary. Zaczęła miętosić w ręce swoją bransoletke, kiedy się odezwała.
-Ja... Um... Znaczy, nie ma go poszedł po dostawę jakichś płyt. -wydukała, nawet na mnie nie patrząc. Zmrużyłam oczy.
-Klamiesz. Powiesz mi łaskawie co się tu, do cholery jasnej dzieje? -podniosłam lekko swój głos. -Dlaczego go kryjesz? Gdzie on jest?-spojrzała w kierunku zaplecza. I zaraz znowu zaczęła kłamać.
-Nie ma go tu! Wyszedł godzinę temu!
-Kłamiesz. -wycedziłam przez zaciśnięte zęby. -Dobra, wiesz co? Dzięki za pomoc. -rzuciłam sarkastycznie.- Sama go poszukam. -odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę zaplecza.
-Cześć ko...- nagle cały świat zawirował mi przed oczami. Torba trzymana w rękach upadła na podłogę, szeleszcząc przy tym lekko. Oczy zasnuły się łzami, palce wplotlam we włosy i pociągnęłam z całej siły. Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Wszystko wokół nagle jakby zwolniło. Przed moimi oczami stał Will, obsciskujący się z jakąś dziewczyną, której nigdy nie poznałam. Nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Po prostu stałam tam jak słup soli i nie mogłam uwierzyć w całą zaistniałą sytuację. Ci dwaj nawet nie zauważyli, że weszłam, dopóki się nie odezwałam, chociaż to, co starałam się powiedzieć nie miało ładu i składu.
-Jak..? Czy ty.... Ona...Will?- oderwali się od siebie gwałtownie i spojrzeli w moją stronę.
-Jessie, to nie tak...-ruszył w moją stronę, ale powstrzymalam go gestem ręki.
-Dlaczego?- moje ciało było odrętwiałe, szumiało mi w uszach.
-Oh, błagam, Will, kończ tę szopkę raz na zawsze.- powiedziała nieznajoma, przewróciła oczami i skrzyżowała ramiona. Spojrzałam na nią zdezorientowana, później przeniosłam wzrok na Willa. Już nie był przerażony, tylko uśmiechał się w moją stronę złośliwie.
-Oh, Jess..Ty naprawdę myślałaś, że zależy mi na tobie?-zasmial się, kiedy nie odpowiedziałam, tylko otworzyłam szerzej oczy.- No to byłaś w błędzie. Chcesz wiedzieć co i jak, maleńka? -obniżył się minimalnie na swoich kolanach, by jego twarz była na równi z moją. -Zakład. -powiedział powoli. Zachłysnęłam się powietrzem, ale się nie odezwałam. -Kiedy to my się poznaliśmy? Trzy lata temu? Poświęciłem się, czyż nie? Ale było warto. Wiesz o co się założyliśmy? Oni uważali, że nie dam rady cię wyrwać- uśmiechnął się złośliwie. -Ja wierzyłem w swoje możliwości. Najpierw udawałem twojego przyjaciela, a gdy cię pocalowalem, spodziewałem się odrzucenia. A ty wskoczyłaś mi w ramiona jak ostatnia dziwka. Myślałem, że jesteś bardziej poukladana. -kpił ze mnie.- Suma sumarum, wygralem zakład. Chcesz wiedzieć co to było? -nie odpowiedziałam, tylko patrzyłam w pustą przezeń gdzieś za nim.- Samochód. -wyszeptał wprost do mojego ucha. -Zajebisty, sportowy samochód. Nie musisz znać marki, i tak się na tym nie znasz.
-Will, starczy już, ona ma dość. Chciałam żebyś tylko jej wszystko wyjaśnił. -Odezwała się nnieznajomą.Nawet na nią nie spojrzał. 
-To by bylo na tyle. Nie mam nic więcej do powiedzenia. Hannah, spadamy stąd. -blondynka szybko do niego podeszła, rzuciła mi jeszcze tylko współczujący, szczerze współczujący uśmiech.
Kiedy zostałam sama w pomieszczeniu, upadłam na podłogę, objęłam ramionami kolana i siedziałam tak, patrząc się na ścianę. Nie plakalam, byłam w dziwnym stanie odrętwienia. Nie mogłam uwierzyć, że to wszystko było ustawione. Ufalam mu, myślałam, że może jemu na mnie zależy. Nie mogłam uwierzyć w to, jak bardzo głupia byłam.
Wydawało mi się, że ktoś wszedł do pomieszczenia, próbował mnie nakłonić, żebym wstała, ale ja nie byłam w stanie wykonać żadnego ruchu. Ledwo co słyszałam, co do mnie mówiono. Byłam pogrążona w oceanie wspomnień, które uderzyły we mnie z impetem. Moje zycie było niekończącym się pasmem nieszczęść.
        *Charlotte*
-Przeprowadzamy się do Australii. -ogłosił mój ojciec poważnym tonem.
-Co?! Dlaczego? -byłam kompletnie zbita z tropu.
-Musimy tam jechać i opiekowac się babcią, jest już stara, nie da sobie rady sama. Poza tym, spodoba wam się tam. Będziemy mieli piękny dom, blisko oceanu.
-Nie możecie mi tego zrobic, mam tutaj przyjaciół, mam tutaj Jesamine! Ona mnie potrzebuje, ja jej potrzebuję! -podniosłam głos.
-Lottie, nie dyskutuj, taka jest moja decyzja i nie zamierzam jej zmienić. -Potarl palcami skronie..-Wyjeżdżamy dokładnie za tydzień, więc idź na górę u zacznij się pakować.
-Ugh...-wyrzuciłam ręce w górę, poszłam do swojego pokoju i trzasnęłam drzwiami. Jak ja to powiem Jessie...
Usiadłam na łóżku i ukryłam twarz w dłoniach.
             *Harry*
Siedziałem przy kominku i grałem na gitarze, brakowało mi tego. Czekałem na telefon od Jess, bo mieliśmy się spotkać. W końcu, zniecierpliwiony, sam zadzwoniłem. Po kilku nieudanych próbach, wybrałem numer do Charlotte.
-'Halo?'
-Cześć, Lottie. Jest może z tobą Jess? Mieliśmy się spotkać, a nie mogę się do niej dodzwonic.
-'Oh, nie nie ma jej. Myślałam, że jest z tobą. Napisała mi SMS-A, że idzie się spotkać z tobą' .
-Cholera.
-'Zobacz, może siedzi u Will'a. W pracy. '- podała mi adres, pożegnała się i rozłączyła.
______________
Oki, rozdział dosyć długi mi wyszedł haha
Ale nie jestem z niego zbytnio zadowolona:)
Następny powinien pojawić się jeszcze w tym tygodniu, bo wena wraca xd małymi kroczkami, ale wraca:)
Do następnego! xxx

wtorek, 7 lipca 2015

ROZDZIAŁ 11

Ważna notka pod rozdziałem:)
___________________

Ja i Will byliśmy oficjalnie parą. Dzięki niemu mój stan psychiczny trochę się polepszył, wróciłam do szkoły. Oczywiście kiedy tylko przechodzilismy korytarzem ze splecionymi dłońmi, wszyscy, dosłownie w s z y s c y się na nas patrzyli. Ich ciekawskie spojrzenia przewiercały mnie na wylot. Na początku czułam się z tym niekomfortowo, ale z czasem nauczyłam się to ignorować.
Czasem spotykałam się z Harry'm, można powiedzieć, że się zaprzyjaznilismy. Poznałam go lepiej, miał wybuchowy, trudny charakter. Jednak to mnie nie zraziło.  Naprawdę bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało, ufałam mu. Myślę, ze powodem, dla którego tak szybko się do niego przekonałam, był fakt, że pomógł mi w najgorszym momencie mojego życia. Jak to mówią- przyjaciół poznaje się w biedzie. Jednak nie mówiliśmy sobie dużo o swoich zyciach prywatnych i tak dalej. Nie powiedziałam mu o rodzicach. Nie bylam gotowa. Nie powiedzialam mu o swojej przeszłości. Tak naprawdę praktycznie sie nie znaliśmy. Wiem, ze to dziwne. Jednak dziwnie mu ufalam. Rozmawialiśmy ze sobą na różne tematy. Mieliśmy wspólne zainteresowania- literatura, muzyka.
        *MIESIĄC PÓŹNIEJ*
-Jess! Will dzwoni!- Charlotte wywróciła oczami.- Znowu.
Szybko do niej podbiegłam i wyrwalam jej telefon z ręki. Pewnie chciał omówić szczegóły naszego spotkania, godzinę i tak dalej.
-'Cześć, kochanie. Mam złą wiadomość. Nigdzie dziś nie pojdziemy, bo muszę zostać dłużej w pracy, nie ma szans, żebym się stąd wyrwał'-powiedział, a mój uśmiech tak szybko jak się pojawił, równie szybko zniknął.
-Naprawdę? Nie dasz rady? Spróbuj!-jęknęłam.
-'No przecież mówię, że nie!-warknął. Aż się wzdrygnęłam. -Nie wkurwiaj mnie Jessamine. '
-Dobra, spokojnie, co cię ugryzlo?- nie otrzymałam odpowiedzi. Rozłączył się. Raaany.
-Co się stało?- zmartwiła się Lottie.
-Ugh... Nic, odwołał randkę i jakoś dziwnie ze mną rozmawiał. Jak zapytałam czy na pewno nie da rady to się okropnie wkurzył. Nie wiem co go ugryzło.- wyruszyłam ramionami.
-Może ma ciężki dzień?
-Możliwe, nie wiem... Ale ostatnio często się tak zachowuje, jest oschły, często się na mnie złości, nie wiem o co może chodzić...
-Faceci tacy są, nie martw się. Jutro w szkole go może zlapiesz. Albo po lekcjach. Wtedy pogadacie. A teraz, koniec zamulania, wychodzimy na zakupy!- zasmialam się i kiwnęłam głową na znak, że się zgadzam.- Później może jakiś obiad zjemy czy cos. Leć sie ogarnąć. Zimno jest dzisiaj, znowu.-wywróciła oczami.
Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, umyłam zęby starając się nie patrzeć na moje koszmarne odbicie w lustrze. Naprawdę schudłam. Bardzo. Niestety nie mogłam przybrać na wadze. Próbowałam. Pod oczami mialam sine cienie- oznakę zmęczenia po wielu nieprzespanych nocach. Niby czułam się lepiej po tym wszystkim, a jednak dalej miałam te koszmary. Westchnęłam głęboko i poszlam do pokoju, aby się pomalować. Tym razem nałożyłam korektor i puder, zeby moja twarz jakoś wyglądała, policzki lekko musnęłam różem. Rzęsy lekko pomalowałam maskarą, na usta nałożyłam blyszczyk. Podeszłam do szafy i zdecydowałam się założyć: (klik). Włosy związałam w wysokiego kucyka.
Lottie była już chyba na dole, więc wzięłam wszystkie potrzebne rzeczy i zeszłam na dół, gdzie rzeczywiście czekała na mnie moja przyjaciółka w towarzystwie swojej mamy.
-Cześć, Jessie! Kochanie, jak ty pięknie wyglądasz! -powiedziała mama Lottie, po czym przytuliła mnie i swoją córkę. -Ja uciekam, dziś wrócę do domu wyjątkowy późno, więc nie czekajcie na mnie i nie siedzcie nigdzie za długo bo jutro szkoła. -przypomniała z udawaną surowością.
-Spokojnie, mamo- Lottie się uśmiechnęła. Kobieta tylko się uśmiechnęła i wyszła z domu.
Uwielbiałam mamę Lottie. Była taką ciepłą osobą. Zawsze piekła jakieś dobre ciasteczka, była mamą, jaką zawsze chciałam mieć. Mieszkając razem z Charlotte uświadomiłam sobie, ze tutaj czuję się bardziej komfortowo niż we własnym domu. Ani trochę nie tęskniłam za rodzicami i domem.
-Dobra, wychodzimy! -oznajmiła moja przyjaciółka z uśmiechem. Widać było, że bardzo cieszyła się, że staję na nogi. Ona tak myślała. W rzeczywistości było trochę inaczej, ale nie chciałam nikogo martwić. Stałam się mistrzem w ukrywaniu negatywnych emocji, które się we mnie kłębiły. Musiałam być silna, nie mogłam pokazywać tego, że nadal przeraża mnie to, co wydarzy się następnego dnia. Nie byłam mięczakiem. Nie chciałam nim być. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam za Lottie. Miałam nadzieję, że rewelacyjnie spędzę czas, jednak nie byłam przygotowana na to, co miało nadejść. Wtedy nie byłam swiadoma, że stanie się coś, co będzie dla mnie kolejnym koszmarem. Nie wiedziałam tego. Miałam jedynie nadzieję, że tamten dzień upłynie mi miło i przyjemnie..
_________________
Miałam napisać więcej rozdziałów, ale po prostu wena mnie opuściła, sprawy w życiu pokomplikowały. Nie mam pojęcia, kiedy będzie kolejny. Po prostu czekajcie cierpliwie. Moze po tym całym wyjeździe sobie wszystko ulozę i będzie w porządku. W sumie, to tyle. Buziaczki:*
Chociaż, jeszcze jedna kwestia. Chciałam bardzo podziękować dwóm dziewczynom, które tak naprawdę są ze mną od początku, motywują swoimi komentarzami, wyrażają swoje opinie. Są to Ola/Alicja(przepraszam, nie jestem pewna, bo w nazwie są dwa imiona i nazwiska i po prostu nie wiem która z Was komentuje) i Małgosia:)  To jest na prawdę miłe, przyjemnie się to czyta, przynajmniej wiem ze Im się to podoba, bo dają mi znać. Jesteście kochane, dziękuję:* Naprawdę takie rzeczy dają niezlego kopa i pomagają. Czasem kiedy publikuje rozdziały to nie jestem pewna czy są wystarczająco dobre. A Wy pokazujecie, że są dobre. Że doceniacie to, co piszę. Dziękuję:)

poniedziałek, 6 lipca 2015

ROZDZIAŁ 10

Pięć dni. Minęło pięć dni od koszmaru. Pięć dni, które spędziłam w łóżku, płacząc. Nie fatygowałam się nawet chodzeniem do szkoły. Miałam to gdzieś. Bałam się wychylić głowę z domu. Nie poszlam na randkę z Will'em tłumacząc, że jestem chora.
Charlotte o.wszystkim wiedziała. Musiałam jej się gęsto tłumaczyć, kiedy przyszłam do domu cała posiniaczona. Była na mnie wściekła, krzyczała, że mnie ostrzegała, ale ja jej nie słyszałam. Słowa do mnie nie docierały, słyszałam je jakby z oddali. Siedziałam i patrzyłam się tępo w przestrzeń. W końcu mi odpuściła ,przytuliła, próbowała nawet pocieszyć. Jednak ja nie reagowałam.
Niektórzy mówią, że czas leczy rany, że 'z czasem będzie lepiej'. Jednak to nieprawda. Czułam, jakbym z każdym dniem tonęła bardziej i bardziej. Jakby z każdym dniem było ze mną gorzej. Powoli nie wytrzymywałam psychicznie, myśli kłębiły się w mojej głowie nie dając spokoju. Ciągle żyłam w strachu przed kolejnym dniem. A co jeśli w końcu mnie znajdzie? Co mi zrobi? Dzien w dzien te same pytania pozostawały bez odpowiedzi. Zaczynałam wariowac.
Wszystkie czynności wykonywałam mechanicznie, jak robot. Moja twarz nie wyrażała żadnych emocji. Była pusta. Jednak pod spodem byłam złamana, zrujnowana. Pod spodem była dziewczyna, która nie wiedziała co to znaczy wolność. Nie chciałam już dłużej okazywac tego, jaka bylam słaba. Tamten dzień miał być przełomem..
Postanowiłam, że czas wziąć się w garść, chociaż trochę. Nie myślałam o powrocie do szkoły, ale chciałam wyjść z tego cholernego łóżka, ogarnąć się. Nie zwlekalam długo. Od razu poszłam pod prysznic, umyłam zęby i ubralam na siebie spodnie od dresu i luźną koszulkę. Włosy związałam w kucyk. Zdecydowałam, że zrobię sobie babski dzień. Zaczęłam od nakładania przeróżnych maseczek, później zajęłam się paznokciami. Nim się obejrzałam, Lottie już wróciła do domu.
-O, wstałaś? To świetnie! Jak się czujesz? Jadłaś coś, potrzebujesz czegoś?- od razu zasypala mnie lawiną pytań.
-Dobrze się czuję, jak tam w szkole?-próbowałam odwrócić jej uwagę od jedzenia. Szczerze, przez te dwa dni nie zjadłam nic, no chyba że kęs pizzy się liczy. Przyjaciółka od razu mnie rozgryzła, zmrużyła oczy i skrzyżowała ramiona. Kurwa.
-Nie zmieniaj tematu. Co dzis jadłaś?- przygryzłam wargę, ale nic nie powiedziałam. I tak by poznała, że kłamię.-Ugh... Jess, zrozum, musisz jeść!
-Ale ja nie jestem głodna- i właśnie w tamtym momencie poczułam się jak dziecko karcone przez rodzica.- Naprawdę, nie mam apetytu. Jak będę głodna, to zjem, spokojnie.
-No dobra. Słuchaj, Will się ciągle o ciebie pyta. -powiadomiła mnie łagodnie, a ja zmarszczylam brwi.
-Powiedziałaś mu?!
-Musiałam, nie wierzył w żadne moje kłamstwa! -Broniła się.
-Ugh, i co teraz?
-Nic, obiecał, że zostawi to dla siebie, ale chce cię odwiedzić. Dzisiaj. O 17:00 ma przyjsc- spojrzała na zegarek. -Czyli za jakieś pół godziny.
-Co?! O, Boże. Jak ja wyglądam, jak ten pokój wygląda! Rusz dupę i pomoz mi z łaski swojej posprzątać ten burdel! -krzyknęłam i zaczęłam zbierać ubrania z podłogi.
-Spokojnie, poradzę sobie, ty idź się ogarnąć, okay?- zaśmiała się.
-Dobraa- mruknelam i pobieglam do łazienki, prawie zabijając się o próg. Szybko rozczesalam wlosy, umylam zęby i ubralam na siebie czarne legginsy i brązowy, luźny sweter. Postanowiłam sie nie malować, bo to byłoby bez sensu. - DOBRA, JESTEM GOTOWA! -krzyknęłam triumfalnie, wpadłam do pokoju i zamarłam. Na łóżku siedział nie kto inny jak Will. Mimowolnie uśmiechnęłam się na jego widok i odrazu wbiegłam w jego objęcia. Wtuliłam twarz w jego tors, rękoma oplotlam go w pasie.
-Moja mała Jessie. Jak się czujesz? Wszystko w porządku? Schudłaś. -rzucił z naganą, na co ja ledwo powstrzymałam się od przewrócenia oczami.
-Taak, wszystko w porządku. -kłamałam. -A co u ciebie? Co cię tutaj sprowadza? -zapytałam.
-Chciałbym zabrać cię na kolację- powiedział, łapiąc mnie za ręce, podnosząc do ust i całując.-Co ty na to, królewno?
-Ja.. Okay...- zarumieniłam się. -Ale kiedy?
-Teraz, zaraz, jak się przygotujesz. Biegnij, ja zaczekam.
-Ale... Okay, okay. -westchnelam i ruszyłam do łazienki. 
Zrobiłam szybki, delikatny makijaż, włosy rozpuściłam. Podbiegłam do szafy. Nie było zbyt ciepło, więc postanowiłam założyć: (klik).
-Odwróć się. -nakazałam, a Will poslusznie wykonał polecenie z głupim uśmieszkiem na twarzy. Pośpiesznie się ubrałam, założyłam buty i oznajmiłam:
-Chodź
Spotłam nasze palce i wyszliśmy z domu.
-Wyglądasz przepięknie, kochanie.- zarumieniłam się na te słowa.
Nasza relacja byla co najmniej dziwna. Zachowywaliśmy się jak para, całowaliśmy się, obejmowalismy, jednak nią nie byliśmy.
Will zabrał mnie do przytulnej restauracji, była mała, idealna. Na każdym stoliku były porozstawiane świeczki, jedzenie wyśmienite. Przez cały wieczór Will prawił mi komplementy,
przez które  oblewałam sie rumieńcem. Mimo wszystko jednak, spędziłam wspaniały wieczór i na chwilę zapomniałam o wszystkich problemach.

niedziela, 5 lipca 2015

ROZDZIAŁ 9

Następnego ranka obudzilam się z bolącą głową. Straciłam głos. Bylam okropnie zmęczona ale musiałam wyjść z tego łóżka, ubrac się i wrócić do domu. Nie mogłam narzucac się Harry'emu.  Przebrałam się i zeszlam na dół. Skierowałam się do kuchni, skąd dochodziły mnie głosy. Kiedy uslyszalam swoje imię, zatrzymałam się i nasłuchiwałam.
-Biedna dziewczyna, nie wyobrażam sobie co musiała przejść. -powiedziała jakaś kobieta, domyśliłam się, że to dziewczyna Harry'ego.
-Dokładnie. Gdybyś widziała jaka była przerażona, gdy do niej podszedłem, ciągle powtarzała, że ONI ją znajdą. Na początku nie wiedziałem o co chodzi. Nie chciała powiedzieć o kim mówi, ale w końcu się przełamała i powiedziała, że to Harvey jej to zrobił.-dobrze słyszałam ,że Harry był zdenerwowany. Postanowiłam już dłużej nie podsłuchiwać i weszłam do kuchni, szeptajac krótkie 'cześć'. Stałam tam niezręcznie i patrzyłam na swoje stopy, które nagle okazały się najbardziej interesującą rzeczą na świecie.
-Jak się czujesz?- Zapytał Harry.
-J-ja... W porządku. -wychrypiałam, a w moich oczach natychmiast stanęły łzy. Wcale nie było w porządku. Czułam się okropnie. Jak nic nie warty śmieć.
-Oh, skarbie.- powiedziała smutno kobieta i mnie przytuliła. Wzdrygnęłam się na ten gest, lecz po chwili się uspokoiłam, odwzajemniłam uścisk i wybuchłam głośnym płaczem. -Opowiesz nam czego on od ciebie chciał i dlaczego cię pobił?
-J-ja, o-okej.. On... On powiedział, że nareszcie weźmie ode mnie coś, czego wcześniej nie chciałam mu dać, że już nie będę taka... n-niewinna. -wyszeptałam i rozplakalam się jeszcze bardziej.- -Ja nie chcę. On mnie znajdzie, a ja nie chcę zeby mi to zrobił.
-Shhh... Spokojnie, kochana. Nic ci nie zrobi. Pojdziemy na policję i...
-Nie!-krzyknęłam wyrywając się z jej objęcia. Wiedziałam ze nie powinnam krzyczeć z uwagi na bolące gardło, ale mialam to gdzieś.- Nie! On i tak wyjdzie stamtąd prędzej czy później, bo ma znajomości! A jak wyjdzie to mnie zabije! Zabije mnie, rozumiesz?! Już raz prawie mu się udało, nie mam zamiaru przechodzić przez to piekło jeszcze raz! Nie pójdę na policję, nie!!- wpltotłam palce we włosy i za nie pociągnęłam. Nagle zaczęło mi brakować tchu. Czułam jakby moje gardło płonęło. Desperacko starałam się zaczerpnąć powietrza. Zakręciło mi się w głowie i upadłam na zimne kafelki. Harry od razu do mnie podbiegł i objął.
-Kurwa, Ella! Mówiłem, żebyś nie przesadzala!  Jess! Jessie, słuchaj uważnie. Musisz się uspokoić. Oddychaj, maluchu, oddychaj. -szepnął, a ja po prostu patrzyłam na niego swoimi ogromnymi ze strachu oczami. Próbowałam się uspokoić. Zaczęłam się koncentrować na braniu głębokich oddechów. Kiedy w końcu się uspokoiłam, wstałam i powiedziałam, a raczej wyszeptałam:
-Przepraszam.
-Za co ty przepraszasz? -spytał zdziwiony Harry. -Nic nie zrobiłaś, po prostu się przestraszyłaś. Nie przepraszaj. Wszystko jest okay. Chcesz abym cię odwiózł do domu?
-T-tak, proszę. -spuściłam wzrok.
-Hazz, ja przecież miałam ją odwieść.- powiedziała lekko poirytowana Ella.
-Już dość zrobiłaś. Zobacz, przez ciebie dostała ataku paniki, dusiła się. -warknął Harry, po czym złapał mnie za rękę i powiedział: - Chodź.
Wyszliśmy z jego mieszkania w ciszy, czułam się winna za to, że zrobiłam takie zamieszanie. 
-Ja... Dlaczego się tak mną interesujesz? -zapytałam zmieszana, z
zmarsczyłam brwi.
Nie otrzymałam odpowiedzi, skierowalismy się w ciszy do jego
samochodu, podałam adres i odjechalismy.
                       ***
Podróż trwała nie dłużej niż 15 minut. Nie odezwaliśmy się do siebie ani słowem. Harry był chyba na mnie zły za to, co powiedzialam wcześniej. A moze raczej za to pytanie, które mu zadałam. Kiedy podjechalismy pod dom Lottie, chciałam wysiąść z auta, ale powstrzymała mnie jego ręka.
-Zapisałem ci w telefonie swój numer, dzwoń gdybyś czegos potrzebowała- powiedział. Co?
-Nie chcę się narzucac. -powiedziałam cicho.
-Co? Narzucac? Nie narzucasz, przestań gadać głupoty. Może kiedyś wybierzemy sie razem ma obiad?
-Um... Okay, zadzwonię, pa.-wymamrotałam i szybko wyszlam z samochodu. Przysięgam, że słyszałam jak Harry się ze mnie śmiał.

piątek, 3 lipca 2015

ROZDZIAŁ 8

Zacisnęłam powieki i czekałam na to, co nieubłaganie się zbliżało. Nie miałam nawet dokąd uciec. Nie potrafiłam stłumić szlochu, który rozdzierał moje gardło.
-Hej... Wszystko w porządku- zapytał nieznajomy. Odczułam delikatną ulgę, rozchyliłam moje spuchnięte od płaczu powieki i spojrzałam  górę. Bylo zbyt ciemno, bym mogla zobaczyć jak ten ktoś wygląda. -Zgubiłaś się? -zapytał łagodnym, zachrypniętym głosem.
-Nie.-wyszeptałam.
-Chodź stąd, zmarzniesz. -Otworzyłam szerzej oczy.
-Nie, błagam, nie. O-oni mnie znajdą. J-ja nie chcę tam wracać. -zapłakałam.
-Co? Kto cię znajdzie? -nieznajomy zbliżył się i usiadł na przeciwko mnie. Instynktownie się odsunęłam.
-Ja...Nie... Nie mogę powiedzieć.. On.. On mnie znajdzie, ja nie chcę! -schowalam twarz w dłonie i zaczęłam jeszcze mocniej płakać. Nieznajomy ujął moją dłoń i pomógł mi wstać, po czym mnie przytulił.
-Nie zrobię ci krzywdy, spokojnie. Widać, że bardzo dużo przeszłaś. -powiedział i umieścił moją głowę pod swoją brodą .-Chodź stąd. Na ławkę, nie będziemy siedzieć tak na ziemi.
Kiedy doszlismy do ławki juz nie byliśmy w ciemności, mogliśmy się zobaczyć dokładniej. Pierwszym , co zobaczyłam były cudowne, szmaragdowe oczy, teraz otwarte szeroko z... przerazenia, szoku?
-Jezu, kto ci to zrobił? -zapytał i badał wstrzasniety moje obrażenia na twarzy.- Jesteś cała posiniaczona. Kto ci to zrobił? - powtórzył, nagle trochę zdenerwowany.
-Ja.. To.. Um.. Prze-przewrocilam się. -kłamałam.
-Nie wierzę ci. Powiedz, kto ci to zrobił?
-Nie..nie znasz go. On był... byl kiedyś moim chłopakiem ale z nim zerwałam, a teraz on sie msci. Uciekajmy stąd, znajdzie nas- szepnęłam przerażona, kiedy rzeczywistość we mnie uderzyła.
-Kto nas znajdzie? Podaj imię i nazwisko, znam w tym mieście praktycznie każdego.
-B-Brad... Brad Harvey. -pisnęłam, a mój towarzysz zacisnął pięści.
-Ten skurwysyn.. Znam go, kiedyś się kumplowalismy. Mniejsza o to. Chodź, musimy opatrzeć twoje rany- powiedział niezwykle łagodnie i wyciągnął do mnie swoje ręce. Zawahałam się. -Wiem, że nie masz podstaw, by mi wierzyć czy ufać, ale na prawdę trzeba cos zrobić z tymi rozcięciami i siniakami. Nie zrobię ci krzywdy, maluchu.
-Ja.. Okay. -szepnęłam i złapałam go za rękę. W zamian otrzymałam delikatny uśmiech.
-Mieszkam niedaleko stąd. Będziemy tam za pięć minut.

                      ***
Przez całą drogę milczałam, nie za bardzo wiedziałam, co mam powiedzieć. Najdziwniejsze jednak było to, że nie czułam się przy nim źle. Nie byłam przerażona. Jedynie zdezorientowana. Czułam jednak do tego człowieka coś w rodzaju zaufania. Nie bałam się, że coś mi zrobi.
-Jak masz na imię?-spytał nieznajomy.
-J-Jesaamine. Ale wszyscy mówią mi Jess.-odpowiedzialam cicho.- A ty?
-Harry.- powiedział i uśmiechnął się szeroko, tak że na policzkach pojawiły mu się dwa, słodkie dołeczki. Odwzajemnilam małym, niesmalym uśmiechem.
W końcu dotarliśmy do jego mieszkania. Weszliśmy do środka i naprawdę bardzo mi się tam podobało. Salon był mały i przytulny, przy oknie bylo miejsce do czytania otoczone mnóstwem książek. Harry pociągnął mnie za sobą do łazienki, usiadlam na pralce, a on zaczął szukać apteczki. Kiedy ją znalazł, zabrał się za oczyszczanie ran. Nie bylo tak zle jak myślałam.
-Zostałaś naprawdę dotkliwie pobita. Masz zamiar zgłosić to na policję? -zapytał.
-Co... Nie! Nie, nie mogę. On mnie znajdzie, policja pogorszy sprawę. On ma wtyki- odparłam smutno. W moich oczach stanęły łzy. Kiedy to zauważył, od razu zaprzestał swoich działań.
-Hej, spójrz na mnie. Co się dzieje? -zmarszczyl brwi.
-Kiedy będzie moja kolej, żeby być szczęśliwą? Mam na myśli, nigdy nie bylam wolna, zawsze ktoś mnie ograniczał. I dochodzi do tego jeszcze TO. Mam niewiarygodnego pecha. -uśmiechnęłam się smutno. Harry patrzył na mnie uważnie, ze zrozumieniem.
-Czasem ludzie wcale nie chcą naszego szczęścia. Chcą spełniać swoje własne ambicje, czasami nas do tego wykorzystując. Trzeba nauczyć się walczyć o siebie, swoje szczęście. -wyjaśnił, kontynuując swoje zajęcie. Nic juz nie powiedziałam, nie wiedziałam co. W jego słowach było tyle prawdy. I to mnie przerażało. Jak on moze mnie rozumieć? Nikt nie może zrozumieć tego, przez co przechodzę. Milczałam i wpatrywalam się w Harry'ego. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jaki jest przystojny. Szmaragdowe oczy pełne skupienia, pełne, malinowe usta delikatnie wydęte w koncentracji. Był piękny. Jego brązowe loki zostały okiełznane bandamą. Czy to jest możliwe, żeby ktoś tak doskonały mógł istnieć?
-Skończone- szepnął, wyrywając mnie z moich myśli.
-Dziękuję. -odparłam nieśmiało i natychmiast oblałam się rumieńcem. -Ja... Uh... Powinnam wracać..-Już ruszalam w stronę drzwi, kiedy jego długie palce owinęły się wokół mojego nadgarstka.
-Nie, to niebezpieczne. Mam pokój gościnny, możesz tutaj przenocowac, a jutro rano moja dziewczyna cię odwiezie- powiedział. Dziewczyna? Oh, racja. TAKI chłopak nie mógł być wolny.
-Ja...Okej- uśmiechnęłam się słabo.
-Chodź- pociągnął mnie delikatnie w górę schodów i zaprowadził do pokoju goscinnego. Dal mi również jakąś piżamę, po czym życzył mi dobrej nocy i wyszedł. Rozejrzalam się po pomieszczeniu. Ładnie tu. Wzięłam ciuchy i poszlam wziąć szybki prysznic, ubralam się, napisalam SMS-A Lottie, że wszystko jest w porządku i wskoczyłam do łóżka. Zwinelam się w kłębek i wybuchłam płaczem. Nie mogłam dłużej tego w.sobie dusic. Czułam się okropnie bezwartosciowa, jak śmieć. Tej nocy praktycznie nie zmrużyłam oka, bo za każdym razem snil mi się ten cały koszmar,przez który przeszłam i za każdym razem budzilam się z krzykiem przerażenia i rozpaczy rozdzierającym moje gardło.
_________________
KURDE DOBRA NIE BIJCIE WIEM ŻE CHUJOWY
Harry na reszcie już wkroczył do akcji, czekałam na odpowiedni moment, zeby Wam jeszcze bardziej namieszac huehue
Teraz będzie sie działo więcej i więcej także
ZAPINAC PASY LUDZISKA
(dobra nie haha, nie zwracajcie na to uwagi, jestem troszkę pojebana:'))
Dobra, do następnego! xxx

ROZDZIAŁ 7

-Chcesz się czegoś napić? -zapytał Zayn kiedy przekroczyliśmy próg jego mieszkania.
-Poproszę wodę-powiedzialam na co zachichotał.
-Taka niewinna... Chodziło mi o alkohol, słoneczko. -powiedział wyraźnie rozbawiony.
-Nie, dzięki. Nie mam ochoty. Zostanę przy szklance wody.
-Dobra.. Niech ci będzie. Zaraz wrócę. -wyszedł, a ja miałam okazję, żeby rozejrzeć się trochę po jego salonie. Był bardzo nowoczesny, z resztą jak reszta domu. Ściany były w kolorze mlecznej czekolady, na ścianach wisiało kilka obrazów, na których nawet nie wiedziałam, co jest. W prawym rogu pokoju, stał kominek, a obok niego dwa fotele. 'Idealne miejsce do czytania' -pomyślałam. Nagle cos przykuło moją uwagę. Na fotelu obok kominka wisiała kurtka, która była mi aż za bardzo znajoma. Na początku myślałam ,że się myliłam. Wołałam się upewnić. Wzięłam ją do rąk i rozłożyłam. Na wewnętrznej stronie były inicjały B.H. JEGO inicjały. Nagle zrobiło mi sie słabo. Co do cholery..
-Co robisz?- odskoczyłam przestraszona. Odwróciłam i zobaczyłam Zayn'a stojącego w progu z założonymi rękami.
-Ja... Skąd to masz?- zapytałam cicho.
-Czy to ważne? -zapytał znudzony. -Nikt ci nie .mówił, że ciekawosc to pierwszy stopień do piekła?
-Chcę wiedzieć, skąd do cholery masz kurtkę Brad'a?!-podniosłam głos. Zauważyłam, ze Lottie się wcale nie odzywa przez słuchawkę. Dotknelam ucha i przerażona przekonałam się, że nie ma tam słuchawki. Otworzyłam szeroko oczy, kiedy Zayn wyjal ją z kieszeni swoich spodni.
-Tego szukasz? Nie jestem pojebany, ściągnąłem ci to, nawet nie zauważyłaś. Przyjaciółecza myśli ze rozkosznie się bawimy.
-Skąd masz tu JEGO kurtke? - zapytałam drżącym głosem.
-Oh Jessie, jak ty czasem wolno łączysz wątki..-dobiegł mnie rozbawiony głos od drzwi. Powoli odwróciłam się w tamtą stronę.
-C-co? Jak... Dlaczego?-wyszeptałam.
-Chcesz wiedzieć po co tu jesteś?-zapytał Zayn, przybliżając się do mnie. -Z zemsty. Chcesz znać mój powód? Twój jebany ojciec przeleciał moją matkę kilka miesięcy temu, ona zaszła w jebaną ciążę, a twój ojczulek ją tak zostawił.!- wrzasnął i uderzył pięścią w ścianę, tuż obok mojej głowy. Wzdrygnęłam się, w moich oczach stanęły łzy. Potrząsnęłam głową.
-Oh, błagam! Na chuj ryczysz?!-wrzasnął- Hm?
Nie odpowiedziałam. Strach kompletnie mnie sparaliżował.
-A wiesz co jest w tym wszystkim najlepsze?-odezwał się Brad- w końcu dostanę to, czego nie chcialas mi dać kiedyś. Pamiętasz co takiego? - szydził. -Tak, w końcu nie będziesz taka niewinna.- O nie, nie! To nie dzieje się naprawdę, to chory żart! Przerażona zastanawiałam się, jak mogę się obronić. Musiałam się stamtąd wydostać. Zauważyłam, że na ścianie, dosyć blisko mnie wisi obraz, którym moglabym go uderzyc..
-Zayn, kumplu, zostaw nas samych. Musimy nadrobić stracony czas-usmiechnal się obleśnie. Przebiegl mnie dreszcz. 'Myśl, Jesaamine, myśl. Musisz stąd uciec'. Rozpaczliwie szukałam jakiegoś rozwiązania lecz nic nie przychodziło mi do głowy.
-Dobra, stary, ja spadam. Nara, miłej zabawy zakochańce.-jego wypowiedz ociekala sarkazmem. Po chwili usłyszałam trzask zamykających się drzwi frontowych, sygnalizujące wyjście Zayn'a.
-To co, kochanie? Od czego...- nie zdążył skończyć, bo z całej siły kopnęłam go w krocze. Szybko zdjęłam obraz ze ściany i uderzyłam go w głowę. - Ty mała...- próbowałam uciec, ale niestety okazał się szybszy. Złapał mnie za włosy i uderzył moją głową o ścianę. Krzyknęłam z bólu, próbowałam się wyrwać, ale trzymał mnie w żelaznym uścisku. Pchnął mnie z całej siły na ścianę, moje plecy przeszyl ból. Po chwili uderzył mnie z pięści w twarz. Kopnęłam go z całej siły w brzuch. Zatoczył się, i wpadł na stolik do kawy, przewrócił się, rozbite szkło pocielo mu skórę. Wykorzystałam sytuację, wzięłam wazon i rzuciłam mu w głowę. Stracił przytomnosc. Nie tracąc ani sekundy szybko zdjelam buty, chwycilam klucze od tego domu, wybieglam, zamknęłam drzwi na klucz i bieglam ile sił w nogach. Oby dalej od tego miejsca. Po wyczerpującym biegu, w końcu dotarlam do jakiegoś parku. Pośpiesznie ruszylam w tamtą stronę, ukryłam się miedzy drzewami, upadłam wyczerpana na kolana i zaniosłam się głośnym płaczem. Cała twarz bolała mnie od licznych ciosów, które przyjęłam. Czułam się jak totalny śmieć. Nagle usłyszałam kroki. Zamarłam. Wrócił po mnie! Skulilam się i czekałam na koszmar, który właśnie się zbliżał....

ROZDZIAŁ 6

DOBRA NIE, definitywnie nie wytrzymam do 10 lipca, mam juz trzy rozdziały do przodu, więc jeden mogę dać, co nie?:') Oczywiście napisze ich więcej no ale..  suprajs madafaka haha:'') (zdalam sobie sprawę z tego, jaka jestem jebnieta, ale mniejsza, nie zwracajcie uwagi) Miłego czytania!:)
_________________

Do domu Charlotte wróciłam dosyć późno, bo dopiero o 19:00. Po posprzątaniu auli razem z Will'em poszliśmy coś zjeść do przytulnej, włoskiej knajpki. Bardzo dobrze czułam się w jego towarzystwie, był taki słodki. Ciągle szukał kontaktu ze mną. To trzymał mnie za rękę, to obejmował w talii... Nie przeszkadzało mi to. Wręcz przeciwnie. Chyba zaczynałam coś do niego czuć. Nie zalowalam tego, że oddałam pocałunek. Czułam się szczęśliwa, dawno już tak nie było. Will był kimś, kogo potrzebowałam. Był troskliwy, potrafił mnie rozbawić, wiedziałam ,że mogę mu ufać. I tak było. Ufałam mu.
Kiedy tylko przekroczyłam próg domu, Lottie podeszla do mnie zirytowana.
-Gdzieś ty była! Jest siódma wieczorem, normalna jesteś?! Wiesz jak ja się martwiłam?!- wrzasnęła, a ja tylko się rozesmialam. -No i z czego się tak cieszysz!
-Spokojnie, panikaro. Byłam z Will'em. -zarumieniłam się.
-No co ty! Z TYM Will'em?! Z jednym z najgorętszych facetów w szkole? Ah, racja, zapomniałam, przecież on jest w tobie na maxa zadużony od dłuższego czasu- zachichotała.
-Taa.. Z tym Will'em.- powiedziałam niesmialo.
-Dobra! Koniec tego dobrego! -zaciągnęła mnie do swojego pokoju i posadziła na łóżku. -Opowiadaj! Wszystko, od 'a' do 'z'!!
-Um... My... My tak jakby...- plątałam się w słowach. Wzięłam głęboki oddech.- Pocałował mnie- wykrztusiłam, zasmialam się nerwowo i opadlam na łóżko.
-ON CO? O mój Boże! Jess,  to świetnie- wyszczerzyła się.
-Wiem.. Jeju, był taki uroczy, później zabrał mnie do tej słodkiej włoskiej knajpki niedaleko stąd.. Lottie, ja.. Myślę, że zaczyna mi na nim naprawdę zależeć- powiedzialam szczerze. Spojrzenie mojej przyjaciółki złagodniało.
-To rewelacyjnie, naprawdę. Zasługujesz na szczęście, a on ci je da, jestem tego pewna.- uśmiechnęła sie lekko. -Ale, jeżeli cię skrzywdzi, to go znajdę, utnę jaja i wiozę do słoika, później nakarmie nimi piranie. Kastracja, kochaniutka! -krzyknęła, a ja dostałam napadu niekotrolowanego śmiechu przez to, co powiedzialam. Po chwili poczułam, że mój telefon wibruje. SMS od Zayn'a. Kurwakurwakurwa. Zapomnialam o nim całkiem.
'Awww, zadziorna, lubię takie. Zakładasz sukienkę i koniec dyskusji, chyba nie chcesz żebym się złościł. Bądź gotowa równo o 19:00. Nie toleruje spóźnialstwa. xxx'
-Kto to? -zapytała Lottie.
-Za-Zayn.- wyjąkałam.
-Czego on od ciebie chce?
-Ja... Znaczy, on... On zaprosił mnie na randkę, do siebie, w piątek czyli... Czyli jutro! Kurwa! -wykrzyczałam.
-A ty się zgodziłaś? Jess, ty go nie znasz. Skąd wiesz że nic ci nie zrobi? Nie podoba mi się ten typ, jest jakiś podejrzany. Mam złe przeczucia, nie idź tam, błagam.
-Lottie, spokojnie. Jestem mu to winna. Jeżeli cię to uspokoi wezmę ze sobą gaz pieprzowy i nóż, okay?
-Ugh, nie żartuj sobie. Mam pomysł. Będziemy cały czas w kontakcie. Przyczepie ci do sukienki mały mikrofon. I kamerkę, będą wyglądać jak cekiny. Dostaniesz również kolczyk dzięki któremu będziesz mogla słyszeć co do ciebie mówię.- powiedziała z determinacją, a ja sie zasmialam, zrobiłam 'jazz'owe paluszki' i szepnęłam:
-Młodzi szpiedzy. Dobra, ale powiedz mi skąd masz taki sprzęt?!
-Kiedyś mój tata razem z mamą szli na jakiś bankiet, na którym miały być podroby ich obrazów no i potrzebowali dowodów- uśmiechnęła się.
-Aha. No dobra. Ogladnijmy 'If It Stay' , ploose? -zrobiłam szczenięce oczka.
-Znowu?!-jęknęła.- Ugh, zgoda- uśmiechnęłam się zadowolona z siebie .
-A tak na marginesie, dlaczego nie lubisz tego filmu?
-Bo jest mało prawdobodobny i przewidywalny. Laska po wypadku jakimś pieprzonym cudem wychodzi ze swojego ciała ,gania po całym szpitalu. Oh, i jeszcze kupę czasu zajmuje jej ogarniecie ze jest pierdolonym duchem. Na chuj ona do wszystkich mowi, skoro oni i tak jej nie widzą? No tak, jest jeszcze ten fagas. Tak ja kocha, ale zobacz, był w tej jebanej trasie i się praktycznie nie odzywal do niej. A koniec juz całkowicie jest przereklamowany. DZIEWCZYNA UMIERA SMUTECZEG. -kończy swoje wywody i przewraca oczami.
-Pff, nie znasz się. A poza tym, on ją kochal! -zrobiłam nadąsaną minę. -Dobra wstrzym ryj bo oglądam.
                   ***
-JESS! Wstawaj, już druga po południu! Jeżeli chcesz zdążyć na czas się wyrobić, to lepiej rusz tą dupe z wyra i idź się ogarnąć!- krzyknęła Charlotte ściągając ze mnie kołdre. Mruknęłam niezadowolona, ale zwlokłam się z łóżka.
-Kobieto, ogarnij się, mam mnóstwo czasu. Spokojnie się wyrobie. -przewróciłam oczami.
-Nie zapominaj, że musimy przetestowac sprzęt. -skrzyżowała ramiona.
-Okay, okazy.Wstaje już, bez spiny. -ziewnęłam.
Poszłam do łazienki i wzięłam długi, relaksujacy prysznic. Użyłam mojego ulubionego szamponu o zapachu truskawek. Wyszlam spod prysznica, całe ciało nasmarowalam czekoladowym balsamem, założyłam szlafrok i postanowiłam zrobic sobie nawilżającą maseczkę do twarzy i pomalować paznokcie.
Włączyłam piosenkę 'Ain't Nobody' i zaczęłam pielęgnację twarzy.
Po zmyciu maseczki poszłam wybrać ciuchy. Zdecydowalam sie na(klik), a włosy związałam w kłosa. Postanowiłam nie nakładać zbyt dużo makijażu. Oczy musnęłam maskarą, zrobiłam cienkie kreski eyelinerem, a na usta nałożyłam blyszczyk. Spojrzałam na zegarek i o mało oczy mi z orbit nie wyskoczyły, była już 18:55. Za PIĘĆ minut miałam spotkać się z Zayn'em. Nagle zaczęłam się strasznie denerwować. Zaczęłam nerwowo chodzić po pokoju, ciągle sprawdzalam czy podsłuch nie jest widoczny- nie byl. Na szczęście. Nagle do pokoju weszła Lottie.
-Za chwilę tu będzie. Powodzenia- przytuliła mnie.
Po chwili uslyszalam dzwonek do drzwi. Wzięłam głęboki oddech i poszłam otworzyć drzwi. Po drugiej stronie przywital mnie Zayn z czerwoną różą w ręku.
-Część, piękna- uśmiechnął się uwodzicielsko i dał mi buziaka w policzek..
________________
Co wy na to, żebym dawała w opowiadaniu takie linki, które przedstawiałyby właśnie stroje, albo jakieś miejca czy cos takiego. Łatwiej będzie to wszystko Wam sobie wyobrazić ?:)

BOHATEROWIE

Ważna notka pod postem! Proszę, przeczytajcie:)
 Jessamine Gray
Niesmiala dziewczyna, która od początku swojego życia była kontrolowana, narzucano jej poglądy. Była upokarzana za każde, nawet najmniejsze potknięcia. Miała być idealna. Dziewczyna nauczyła się udawać, że wszystko jest w porządku jednak w środku, jest zniszczona, zrujnowana. Pragnie jedynie wolności, chce spełnić swoje marzenie, wydać swoją własną książkę. Trudno zdobyć jej zaufanie. Jest dziewczyną niezwykle wrażliwą, bardzo łatwo ją skrzywdzić.

Charlotte Jordan 
Śmiała, odważna dziewczyna. Zrobi wszystko, by chronić najbliższych. Jest bardzo inteligentna i wysportowana. Uwielbia pływać. Ma duże powodzenie u płci przeciwnej. Traktuje Jesamine jak własną siostrę.  Jest duszą towarzystwa, łatwo nawiązuje znajomości. Jest żywiołowa, czasem bezczelna. 

Wiliam Cole 
Sympatyczny chłopak o bardzo specyficznym poczuciu humoru. Jego pasją jest koszykówka. Od dawna żywi silne uczucia do Jessie, jednak bał się zrobić ten 'pierwszy krok'. Jest skory do bójek, często zostawal przez to po lekcjach, kilka razy został zatrzymany. Jego ojciec zmarł kilka lat temu, mieszka sam z matką. Ma dobre serce, często angażuje się w akcje charytatywne itp.
Brad Harvey 
Były chłopak Jessie. Ma problemy z agresją, jest uzależniony od narkotyków. Uwielbia imprezowac. Był wiele razy aresztowany za handel narkotykami, jednak za każdym razem udaje mu się wyjść z tego cało. Nienawidzi, kiedy ktoś mu się sprzeciwia, zawsze dostaje to, czego pragnie.

Zayn Malik 
Były członek gangu. Trudna przeszłość nauczyła go jednego- nie ufać nikomu poza ssoba. Nie wierzy w miłość i tego typu 'gowna'. Uważa, że jest ona oznaką słabości. Jest człowiekiem od którego bije mroczną aura nakazująca się trzymać od niego z daleka. Jest bezwzględny, jeżeli chodzi o zemstę. Nie ma skrupułów, nie odczuwa wyrzutów sumienia, potrafi zabić gołymi rękoma. 'Prawdziwa maszyna do zabijania' - stwierdził Brad. 

______________________
Okidoki, opisy są, nie wiem tylko czy się Wam spodobaja. Ja osobiście uważam, ze jakoś tragicznie nie jest:) 
Baj de łej, to NIE są wszystkie postacie jakie będą się przewijac przez to opowiadanie, pojawią się kolejne. Na razie po prostu nie chciałam spojlerowac czy coś więc jest tyle:)
Aha, jeszcze jedna sprawa, teraz tak do 10 lipca, może dłużej nie będą się pojawiać rozdziały. Już mówię dlaczego. Chcę napisać ich kilka do przodu, żeby dodać je, że tak powiem 'hurtem' ,bo 12 lipca wyjeżdżam do Chorwacji na 10 dni, no i nie chcę tak zostawiać Was bez nowych rozdziałów. 
(Uff, dobra, rozpisałam się, przepraszam) 
Kurde, jednak jeszcze coś 
Macie jakieś zastrzeżenia co do rozdziałów, ich długości czy coś w tym stylu? Wasze opinie naprawdę się dla mnie liczą, bo mogę się czegoś nauczyć, coś udoskonalic. 
Miło by mi było, gdybyście powiedzieli co Wam się podoba:)
DOBRA SORRY TROCHĘ DŁUGA TA NOTKA 
Ale liczę, że ją przeczytacie, wyrazicie swoją opinię i tak dalej.
Okidoki, wszystko, buuzi, do... do 10 lipca XD :*