Zjedliśmy śniadanie w całkowitej ciszy, ale była bardzo komfortowa. Harry przez cały poranek zachowywał się jakoś dziwnie. Unikał mojego wzroku. Możliwe, że to przez te wszystkie wydarzenia, które miały miejsce. Może ma mi za złe, że ciągle zawracam mu głowę?
Harry coś tam do mnie mówił, uniosłam kąciki ust do góry.
Nagle poczułam się strasznie winna. Mój uśmiech momentalnie zbladł.
-Przepraszam. -szepnęłam. Całą swoją uwagę skupiłam na swoich podkurczonych palcach u stóp.
-Czekaj... Za co ty przepraszasz? Hej, spójrz na mnie.. -między jego brwiami pojawiła się głęboka zmarszczka.
-No bo... Sprawiam tyle kłopotu. Ciągle coś się dzieje, ciągle musisz ratować mnie z opresji. Zdemolowałam ci pokój. Same problemy. Nie chcę być dla nikogo ciężarem. -z całej siły starałam się nie rozpłakać.- Przypominam rozbite na milion kawałeczków lustro. Nikt nie jest w stanie go naprawić. Tak samo jest ze mną. Wszyscy próbują mi pomóc, ale nikomu się to nie udaje.
-Przestań, dobra? Nie jesteś ciężarem. Nie sprawiasz problemów. Po prostu jesteś zagubiona. Każdemu się to zdarza.
-Jestem.-Potrząsnęłam głową, marszcząc przy tym brwi.- Posłuchaj, pogodzilam się z tym, że jestem najbardziej pechowym człowiekiem na Ziemi.- zaśmiałam się nerwowo. -Nikt nie może mi pomóc. Jestem do niczego. Ale trudno, nikt nie powiedział, że życie będzie łatwe. Jednak, wiesz co? Mam dość. Mam dość tego, że jestem zależna od innych;że ciągle ktoś chce mnie wykorzystać. Chcę wziąć życie w swoje ręce. Nie chcę być słaba, nigdy więcej.
Harry nic nie powiedział tylko mnie przytulił. Odsunęłam się delikatnie, kiedy usłyszałam dzwonek telefonu.
-To Charlotte.-Uśmiechnęłam się, odebrałam i wyszłam z pomieszczenia. -Hej, Lottie.
-'Jess! Jak się czujesz? W porzadku? '
-Tak, tak. Jest okay. Co u ciebie? Jak tam Rosie? Słyszałam, że jest już w domu.- uwielbiałam siostrę mojej przyjaciółki. Była kochana, miała takie dobre serduszko.
-Taaa... Wróciła. Będę musiała jej pomóc dogadać się z koniem- zachichotała, po chwili nastąpiła cisza.
-Lottie? Co jest?
-Um... Możesz już wrócić do domu?
-Tak, w sumie, czas najwyższy. Za jakąś godzinę powinnam być. Harry chyba okaże się tak kochany i mnie odwiezie.
-'Okay, to widzimy się za godzinę, tak? Muszę z tobą porozmawiać.'
-Dobra, cześć! -rozłączyłam się.
***
-Jess, jesteś już gotowa? -zapytał marudnie Harry.
-Czekaj, czekaj!-biegałam po całym pokoju zabierając swoje rzeczy. Kiedy ja ich tutaj tyle nanosiłam? Wyruszyłam ramionami. Rzuciłam kurtkę do torby, po czym szybko wypadłam z pokoju i zbiegłam do samochodu.
-Wreszcie! Już myślałem, że się gdzieś tam zgubiłaś.- zażartował. W odpowiedzi uderzyłam go tylko w ramię.
-Jedź, nie marudź.
***
Zatrzymaliśmy się pod domem Charlotte, zwróciłam się w stronę przyjaciela.
-Dziękuję za podwózkę. I za wszystko. -wyszeptałam opuszczając wzrok.
-Nie ma za co, zrobiłbym to wszystko znowu.-otworzyłam szerzej oczy. Co?
-Um, dobra , ja już będę szła. Cześć. -powiedziałam szybko i błyskawicznie wyszłam z samochodu udając się prosto do drzwi. Po drodze nie odwróciłam się ani razu. Mimo to, i tak czułam jego wzrok na sobie.
-Lottie? Gdzie jesteś? -zawołałam, kiedy nie znalazłam przyjaciółki w jej pokoju.
-W salonie!
***
Otworzyłam usta szeroko ze zdumienia.
-Jak to? Przecież...- byłam kompletnie skołowana. To nie dzieje się naprawdę. To jakiś chory żart.
-Wiem, mi tez jest z tym ciężko, Jess. Moi rodzicie próbują skontaktować się z twoim, ale nie odpowiadają. -wzięła drżący oddech. -Nie chcę cię zostawiać. Przepraszam- od razu otoczyłam ją ramionami.
-Nie przepraszaj, nie masz za co. Nic sie nie stało, przecież dalej będziemy utrzymywać kontakt. Wszystko będzie dobrze. -Uśmiechnęłam się lekko. Cudem było, że się nie rozpłakałam. -Poradzę sobie, Charlotte. Chcę w końcu wziąć byka za rogi. Chcę się wydostać z tego całego bałaganu, posprzątać go. I muszę to zrobić sama.
-Nie, nie zostawie cię. Pójdę do rodziców i...-uciszyłam ją gestem ręki.
-Daj spokój, nie jestem dzieckiem. Poza tym, zawsze marzyłas o tym, by pojechać do Australii. -Uśmiechnęłam się i ją przytuliłam.
*Półtora tygodnia później*
-Dzwoń jakbys chciała pogadac, nie ważne o jakiej porze, okay? -Lottie popatrzyla na mnie zmartwionym wzrokiem.
-Wiem, spokojnie.-zasmialam się i uścisnęłam przyjaciółkę.
-Charlotte, skarbie. Na nas już czas. -zawołała mama Lottie. Podeszla do mnie razem ze swoim mężem i obydwoje ucałowali mnie w czoło. -Pa, Jessie. Trzymaj się. Słuchaj, kochanie. Próbowałam się dodzwonic do twoich rodziców, zapytać kiedy wrócą, ale nie odbierają. -opuściłam wzrok.
-Ja.. Dziękuję. Ode mnie tez nie odbierają. Już dawno powinni być w domu. -Uśmiechnęłam się słabo, po czym Odchrząknęłam. -No nic, życzę wam szerokiej drogi, może kiedyś nawet was odwiedzę.
-Pamiętaj, że zawsze jesteś tam mile widziana.- ostatni raz uścisnęłam wszystkich, po czym ruszyli w stronę wejścia na lotnisko. Nie chciałam wchodzić tam z nimi. Wołałam pożegnać się gdzieś, gdzie nie będzie tłumu ludzi. Kiedy straciłam z oczu moją przyjaciółkę, westchnęłam i ruszyłam w stronę swojego samochodu. Wsiadłam do pojazdu i ruszyłam w stronę domu. Matko, tak dawno tam nie byłam.
***
Wyciągnęłam klucze i otworzyłam drzwi. Weszłam do środka. Skierowałam się do kuchni, w celu zrobienia sobie czegoś do jedzenia. Zdecydowałam się na kanapkę z nutellą. Kiedy skończyłam, wlozylam talerz do zmywarkę i udałam się na piętro, do swojego pokoju. Rzuciłam torbę i walizkę na łóżko, chwyciłam pierwszą lepszą książkę z regału z zamiarem czytania jej. Jednak kiedy tylko przekroczyłam próg, uświadomiłam sobie, jak dużo zajęć opuściłam. Odłożyłam książkę na biurku i wzięłam się za naukę. Naprawdę długo nie było mnie w szkole. Na szczęście lubiłam się uczyć, do tego, zapamiętywałam wielerzeczy szybciej niż inni. To również było znacznym ułatwieniem.
Naukę skończyłam dopiero o dziewiątej wieczorem. Spakowałam książki na następny dzień i ruszyłam do łazienki, by wziąć prysznic.
Dosłownie wskoczyłam do łóżka, byłam okropnie zmęczona. Zasnęłam niemal od razu.
--------------------
Po długiej nieobecności, rozdział już jest, mam nadzieję, że udany ;)
Harry coś tam do mnie mówił, uniosłam kąciki ust do góry.
Nagle poczułam się strasznie winna. Mój uśmiech momentalnie zbladł.
-Przepraszam. -szepnęłam. Całą swoją uwagę skupiłam na swoich podkurczonych palcach u stóp.
-Czekaj... Za co ty przepraszasz? Hej, spójrz na mnie.. -między jego brwiami pojawiła się głęboka zmarszczka.
-No bo... Sprawiam tyle kłopotu. Ciągle coś się dzieje, ciągle musisz ratować mnie z opresji. Zdemolowałam ci pokój. Same problemy. Nie chcę być dla nikogo ciężarem. -z całej siły starałam się nie rozpłakać.- Przypominam rozbite na milion kawałeczków lustro. Nikt nie jest w stanie go naprawić. Tak samo jest ze mną. Wszyscy próbują mi pomóc, ale nikomu się to nie udaje.
-Przestań, dobra? Nie jesteś ciężarem. Nie sprawiasz problemów. Po prostu jesteś zagubiona. Każdemu się to zdarza.
-Jestem.-Potrząsnęłam głową, marszcząc przy tym brwi.- Posłuchaj, pogodzilam się z tym, że jestem najbardziej pechowym człowiekiem na Ziemi.- zaśmiałam się nerwowo. -Nikt nie może mi pomóc. Jestem do niczego. Ale trudno, nikt nie powiedział, że życie będzie łatwe. Jednak, wiesz co? Mam dość. Mam dość tego, że jestem zależna od innych;że ciągle ktoś chce mnie wykorzystać. Chcę wziąć życie w swoje ręce. Nie chcę być słaba, nigdy więcej.
Harry nic nie powiedział tylko mnie przytulił. Odsunęłam się delikatnie, kiedy usłyszałam dzwonek telefonu.
-To Charlotte.-Uśmiechnęłam się, odebrałam i wyszłam z pomieszczenia. -Hej, Lottie.
-'Jess! Jak się czujesz? W porzadku? '
-Tak, tak. Jest okay. Co u ciebie? Jak tam Rosie? Słyszałam, że jest już w domu.- uwielbiałam siostrę mojej przyjaciółki. Była kochana, miała takie dobre serduszko.
-Taaa... Wróciła. Będę musiała jej pomóc dogadać się z koniem- zachichotała, po chwili nastąpiła cisza.
-Lottie? Co jest?
-Um... Możesz już wrócić do domu?
-Tak, w sumie, czas najwyższy. Za jakąś godzinę powinnam być. Harry chyba okaże się tak kochany i mnie odwiezie.
-'Okay, to widzimy się za godzinę, tak? Muszę z tobą porozmawiać.'
-Dobra, cześć! -rozłączyłam się.
***
-Jess, jesteś już gotowa? -zapytał marudnie Harry.
-Czekaj, czekaj!-biegałam po całym pokoju zabierając swoje rzeczy. Kiedy ja ich tutaj tyle nanosiłam? Wyruszyłam ramionami. Rzuciłam kurtkę do torby, po czym szybko wypadłam z pokoju i zbiegłam do samochodu.
-Wreszcie! Już myślałem, że się gdzieś tam zgubiłaś.- zażartował. W odpowiedzi uderzyłam go tylko w ramię.
-Jedź, nie marudź.
***
Zatrzymaliśmy się pod domem Charlotte, zwróciłam się w stronę przyjaciela.
-Dziękuję za podwózkę. I za wszystko. -wyszeptałam opuszczając wzrok.
-Nie ma za co, zrobiłbym to wszystko znowu.-otworzyłam szerzej oczy. Co?
-Um, dobra , ja już będę szła. Cześć. -powiedziałam szybko i błyskawicznie wyszłam z samochodu udając się prosto do drzwi. Po drodze nie odwróciłam się ani razu. Mimo to, i tak czułam jego wzrok na sobie.
-Lottie? Gdzie jesteś? -zawołałam, kiedy nie znalazłam przyjaciółki w jej pokoju.
-W salonie!
***
Otworzyłam usta szeroko ze zdumienia.
-Jak to? Przecież...- byłam kompletnie skołowana. To nie dzieje się naprawdę. To jakiś chory żart.
-Wiem, mi tez jest z tym ciężko, Jess. Moi rodzicie próbują skontaktować się z twoim, ale nie odpowiadają. -wzięła drżący oddech. -Nie chcę cię zostawiać. Przepraszam- od razu otoczyłam ją ramionami.
-Nie przepraszaj, nie masz za co. Nic sie nie stało, przecież dalej będziemy utrzymywać kontakt. Wszystko będzie dobrze. -Uśmiechnęłam się lekko. Cudem było, że się nie rozpłakałam. -Poradzę sobie, Charlotte. Chcę w końcu wziąć byka za rogi. Chcę się wydostać z tego całego bałaganu, posprzątać go. I muszę to zrobić sama.
-Nie, nie zostawie cię. Pójdę do rodziców i...-uciszyłam ją gestem ręki.
-Daj spokój, nie jestem dzieckiem. Poza tym, zawsze marzyłas o tym, by pojechać do Australii. -Uśmiechnęłam się i ją przytuliłam.
*Półtora tygodnia później*
-Dzwoń jakbys chciała pogadac, nie ważne o jakiej porze, okay? -Lottie popatrzyla na mnie zmartwionym wzrokiem.
-Wiem, spokojnie.-zasmialam się i uścisnęłam przyjaciółkę.
-Charlotte, skarbie. Na nas już czas. -zawołała mama Lottie. Podeszla do mnie razem ze swoim mężem i obydwoje ucałowali mnie w czoło. -Pa, Jessie. Trzymaj się. Słuchaj, kochanie. Próbowałam się dodzwonic do twoich rodziców, zapytać kiedy wrócą, ale nie odbierają. -opuściłam wzrok.
-Ja.. Dziękuję. Ode mnie tez nie odbierają. Już dawno powinni być w domu. -Uśmiechnęłam się słabo, po czym Odchrząknęłam. -No nic, życzę wam szerokiej drogi, może kiedyś nawet was odwiedzę.
-Pamiętaj, że zawsze jesteś tam mile widziana.- ostatni raz uścisnęłam wszystkich, po czym ruszyli w stronę wejścia na lotnisko. Nie chciałam wchodzić tam z nimi. Wołałam pożegnać się gdzieś, gdzie nie będzie tłumu ludzi. Kiedy straciłam z oczu moją przyjaciółkę, westchnęłam i ruszyłam w stronę swojego samochodu. Wsiadłam do pojazdu i ruszyłam w stronę domu. Matko, tak dawno tam nie byłam.
***
Wyciągnęłam klucze i otworzyłam drzwi. Weszłam do środka. Skierowałam się do kuchni, w celu zrobienia sobie czegoś do jedzenia. Zdecydowałam się na kanapkę z nutellą. Kiedy skończyłam, wlozylam talerz do zmywarkę i udałam się na piętro, do swojego pokoju. Rzuciłam torbę i walizkę na łóżko, chwyciłam pierwszą lepszą książkę z regału z zamiarem czytania jej. Jednak kiedy tylko przekroczyłam próg, uświadomiłam sobie, jak dużo zajęć opuściłam. Odłożyłam książkę na biurku i wzięłam się za naukę. Naprawdę długo nie było mnie w szkole. Na szczęście lubiłam się uczyć, do tego, zapamiętywałam wielerzeczy szybciej niż inni. To również było znacznym ułatwieniem.
Naukę skończyłam dopiero o dziewiątej wieczorem. Spakowałam książki na następny dzień i ruszyłam do łazienki, by wziąć prysznic.
Dosłownie wskoczyłam do łóżka, byłam okropnie zmęczona. Zasnęłam niemal od razu.
--------------------
Po długiej nieobecności, rozdział już jest, mam nadzieję, że udany ;)