*DWA DNI PÓŹNIEJ*
Obudził mnie irytujący dźwięk budzika Charlotte. Westchnęłam zrezygnowana i zwlokłam się z wygodnego łóżka i poszlam wziąć prysznic. Postanowiłam nie budzić na )razie Lottie, bo chyba zapomniała, że dzisiejsze lekcje są na późniejszą godzinę, bo przyjeżdża jakaś uczelnia reklamowac nowe profile, czy cos w tym stylu. Ja oczywiście zostałam w to wkrecona i muszę ich wszystkich witać, towarzyszyć im, bla bla bla..
Wyszłam spod prysznica, owinęłam miękki ręcznik wokół ciała i poszłam do pokoju aby sie pomalowac. Postanowiłam wyjątkowo nałożyć cień do powiek. Na rzęsy nałożyłam masakrę. Musnęłam policzki różem i pomalowalam usta czerwoną szminką. Moje kręcone włosy wyprostowałam, wzięłam dwa cienkie pasma, zaplotlam warkoczyki i spięłam z tyłu głowy. No cóż, jak szaleć, to szaleć. Podeszłam do szafy i zastanawiałam się co ubrać. Zdecydowalam się na rozkloszowaną spódniczkę w kwiaty, do tego krótki, biały top. Na to założyłam krótką, jeansową kurteczkę z rękawami do łokci. Na stopy założyłam swoje ulubione baletki. Zrezygnowałam z obcasow, bo wiedziałam że będę miała dużo biegania. Bez wysokich butów jednak, czułam się jak pieprzony skrzat. W sumie, byłam nim. Mialam zaledwie 158cm wzrostu! Nienawidziłam tego. Do niczego nie dosiegalam.
Westchnelam głęboko, podeszłam do lustra i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Jak nigdy nie jestem zadowolona ze swojego wyglądu, tak w tamtym momencie ropierała mnie duma! Uśmiechnęłam się szeroko i obudzilam Charlotte.
- Dziewczyno! Wygladasz cholernie gorąco! Coś tak czuję, że wszyscy będą sie na ciebie gapic! - powiedziała, poprawka- wywrzeszczala to z szerokim usmiechem.
- Dzięki, a teraz wstawaj. Za dwie godziny musisz być w szkole. Ja uciekam teraz.- wystawiłam jej język i wybieglam z pokoju, zanim zdążyła trafić mnie poduszką.
***
Kiedy podjechałam pod budynek szkoły, od razu ruszylam do sekretariatu, żeby otrzymać harmonogram całego spotkania. W pewnym momencie dostałam wiadomość od nieznanego numeru
'Cześć, piękna. Miałabyś ochotę przyjs do mnie, na kolację ? Sam coś ugotuje. Przyjade po ciebie o 19:00. Załóż dla mnie sukienkę. Nie przyjmuję odmowy. Pamiętaj, jesteś mi winna przysluge. / Zayn xxx'
O, mój Boże! Czy mnie oczy nie mylą? Skąd on ma mój numer?! Z jednej strony byłam przerażoną jak cholera, a z drugiej czułam podekscytowanie, że znów go zobaczę. Postanowiłam odpisać.
'Z chęcią zjem z Tobą kolację. Jednak nie podoba mi się to, że chcesz mieć wpływ na to, co ubieram, sorry. Czyli ustalone, o 19:00 mnie odbierasz. Z powrotem powinnam być przed północą. Do zobaczenia xxx (chociaż nie ,w sumie mam jeszcze jedno pytanie. Skąd do cholery masz mój numer?!'
Wcisnęłam 'wyślij' i schowalam telefon do torebki. Za chwilę zaczną się te cale spotkania i tak dalej. Od samego myślenia o tym rozbolała mnie głowa.
-Jess! Szybko, już są! - zawołał Will, z którym razem mialam witać gości. - Witamy w piekle- zażartował, ruszając przy tym śmiesznie brwiami. Szturchnęłam go w.ramie, chichocząc.
-Daj spokój, jeszcze usłyszą. -uśmiechnął się szeroko, złapał w talii i ruszylismy witać tych wszystkich ludzi. Na początku, kiedy Will wykonał ten intymny dosyć ruch, czułam się niekomfortowo. Z biegiem czasu, zaczynałam się do tego przyzwyczajac, i musze przyznać ,że nawet mi się to podobało.
Znałam go.juz trzy lata i w sumie dobrze się dogadywalismy. Miał świetny charakter. Był bardzo zabawny, szczery, wrażliwy, pomocny,czasem miał niewyparzony język, ale mi to nie przeszkadzało.
Will był wysokim chłopakiem, dobrze zbudowanym. Ale nie wyglądał jak kulturysta. Na szczęście. Jego włosy miały czarny, głęboki odcień, a oczy... Tak ,oczy miał cudowne. Koloru fiołków. Nie były do końca niebieskie, ani fioletowe. Bardzo mi się podobały. Miał cudowny uśmiech, białe zęby, pełne usta, pewnie są takie miękkie... Zaraz, zaraz. Co ja wygaduje?! Dlaczego myślę o jego ustach? Ugh, dziewczyno, opanuj sie.
- Wszystko w porządku? -zapytał lekko rozbawiony Will.
-Tak, dlaczego pytasz?
-Bo siedzisz tu, naprzeciwko mnie jak jakieś pieprzone zombie i sie we mnie wpatrujesz. - uśmiechnął sie, a ja oczywiście zrobiłam się czerwona jak burak.
-Ja.. Cóż, może lubię się w ciebie wpatrywac? - opuściłam wzrok, a myslach przyjebałam sobie w łeb. Co to miało być?
-Hej, popatrz na mnie. Nie chciałem cię zawstydzić, ani nie mam problemu z tym, że na mnie patrzysz. - popatrzył na mnie tymi swoimi oczami, a moje płuca opuściło całe powietrze.
Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale właśnie aula zaczęła zapełniać się ludźmi. Westchnął tylko, uśmiechnął się i wrócił na swoje miejsce. Moje serce waliło tak szybko, jakbym przebiegła maraton. Przez całe spotkanie nie mogłam się skupić. Moje myśli zajmował Will. Co chcial powiedzieć? Cos ważnego? Tego się jednak juz nie dowiem.
Obudził mnie irytujący dźwięk budzika Charlotte. Westchnęłam zrezygnowana i zwlokłam się z wygodnego łóżka i poszlam wziąć prysznic. Postanowiłam nie budzić na )razie Lottie, bo chyba zapomniała, że dzisiejsze lekcje są na późniejszą godzinę, bo przyjeżdża jakaś uczelnia reklamowac nowe profile, czy cos w tym stylu. Ja oczywiście zostałam w to wkrecona i muszę ich wszystkich witać, towarzyszyć im, bla bla bla..
Wyszłam spod prysznica, owinęłam miękki ręcznik wokół ciała i poszłam do pokoju aby sie pomalowac. Postanowiłam wyjątkowo nałożyć cień do powiek. Na rzęsy nałożyłam masakrę. Musnęłam policzki różem i pomalowalam usta czerwoną szminką. Moje kręcone włosy wyprostowałam, wzięłam dwa cienkie pasma, zaplotlam warkoczyki i spięłam z tyłu głowy. No cóż, jak szaleć, to szaleć. Podeszłam do szafy i zastanawiałam się co ubrać. Zdecydowalam się na rozkloszowaną spódniczkę w kwiaty, do tego krótki, biały top. Na to założyłam krótką, jeansową kurteczkę z rękawami do łokci. Na stopy założyłam swoje ulubione baletki. Zrezygnowałam z obcasow, bo wiedziałam że będę miała dużo biegania. Bez wysokich butów jednak, czułam się jak pieprzony skrzat. W sumie, byłam nim. Mialam zaledwie 158cm wzrostu! Nienawidziłam tego. Do niczego nie dosiegalam.
Westchnelam głęboko, podeszłam do lustra i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Jak nigdy nie jestem zadowolona ze swojego wyglądu, tak w tamtym momencie ropierała mnie duma! Uśmiechnęłam się szeroko i obudzilam Charlotte.
- Dziewczyno! Wygladasz cholernie gorąco! Coś tak czuję, że wszyscy będą sie na ciebie gapic! - powiedziała, poprawka- wywrzeszczala to z szerokim usmiechem.
- Dzięki, a teraz wstawaj. Za dwie godziny musisz być w szkole. Ja uciekam teraz.- wystawiłam jej język i wybieglam z pokoju, zanim zdążyła trafić mnie poduszką.
***
Kiedy podjechałam pod budynek szkoły, od razu ruszylam do sekretariatu, żeby otrzymać harmonogram całego spotkania. W pewnym momencie dostałam wiadomość od nieznanego numeru
'Cześć, piękna. Miałabyś ochotę przyjs do mnie, na kolację ? Sam coś ugotuje. Przyjade po ciebie o 19:00. Załóż dla mnie sukienkę. Nie przyjmuję odmowy. Pamiętaj, jesteś mi winna przysluge. / Zayn xxx'
O, mój Boże! Czy mnie oczy nie mylą? Skąd on ma mój numer?! Z jednej strony byłam przerażoną jak cholera, a z drugiej czułam podekscytowanie, że znów go zobaczę. Postanowiłam odpisać.
'Z chęcią zjem z Tobą kolację. Jednak nie podoba mi się to, że chcesz mieć wpływ na to, co ubieram, sorry. Czyli ustalone, o 19:00 mnie odbierasz. Z powrotem powinnam być przed północą. Do zobaczenia xxx (chociaż nie ,w sumie mam jeszcze jedno pytanie. Skąd do cholery masz mój numer?!'
Wcisnęłam 'wyślij' i schowalam telefon do torebki. Za chwilę zaczną się te cale spotkania i tak dalej. Od samego myślenia o tym rozbolała mnie głowa.
-Jess! Szybko, już są! - zawołał Will, z którym razem mialam witać gości. - Witamy w piekle- zażartował, ruszając przy tym śmiesznie brwiami. Szturchnęłam go w.ramie, chichocząc.
-Daj spokój, jeszcze usłyszą. -uśmiechnął się szeroko, złapał w talii i ruszylismy witać tych wszystkich ludzi. Na początku, kiedy Will wykonał ten intymny dosyć ruch, czułam się niekomfortowo. Z biegiem czasu, zaczynałam się do tego przyzwyczajac, i musze przyznać ,że nawet mi się to podobało.
Znałam go.juz trzy lata i w sumie dobrze się dogadywalismy. Miał świetny charakter. Był bardzo zabawny, szczery, wrażliwy, pomocny,czasem miał niewyparzony język, ale mi to nie przeszkadzało.
Will był wysokim chłopakiem, dobrze zbudowanym. Ale nie wyglądał jak kulturysta. Na szczęście. Jego włosy miały czarny, głęboki odcień, a oczy... Tak ,oczy miał cudowne. Koloru fiołków. Nie były do końca niebieskie, ani fioletowe. Bardzo mi się podobały. Miał cudowny uśmiech, białe zęby, pełne usta, pewnie są takie miękkie... Zaraz, zaraz. Co ja wygaduje?! Dlaczego myślę o jego ustach? Ugh, dziewczyno, opanuj sie.
- Wszystko w porządku? -zapytał lekko rozbawiony Will.
-Tak, dlaczego pytasz?
-Bo siedzisz tu, naprzeciwko mnie jak jakieś pieprzone zombie i sie we mnie wpatrujesz. - uśmiechnął sie, a ja oczywiście zrobiłam się czerwona jak burak.
-Ja.. Cóż, może lubię się w ciebie wpatrywac? - opuściłam wzrok, a myslach przyjebałam sobie w łeb. Co to miało być?
-Hej, popatrz na mnie. Nie chciałem cię zawstydzić, ani nie mam problemu z tym, że na mnie patrzysz. - popatrzył na mnie tymi swoimi oczami, a moje płuca opuściło całe powietrze.
Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale właśnie aula zaczęła zapełniać się ludźmi. Westchnął tylko, uśmiechnął się i wrócił na swoje miejsce. Moje serce waliło tak szybko, jakbym przebiegła maraton. Przez całe spotkanie nie mogłam się skupić. Moje myśli zajmował Will. Co chcial powiedzieć? Cos ważnego? Tego się jednak juz nie dowiem.
***
Kiedy spotkanie się skończyło, Will i ja musieliśmy posprzątać. Zajęłam się układaniem krzeseł, a mój towarzysz zzamiatał. Oboje milczelismy niezrecznie. Nie wiedziałam jak zacząć rozmowę. Rozbolała mnie głowa. Postanowiłam to jednak zignorowac i wróciłam do pracy. Kiedy skończyłam zwróciłam się w stronę Willa i obserwowałem jak niezdarnie zamiata. Starałam się nie wybuchnąć śmiechem. Podeszlam do niego, zebrałam mu miotłę i kontynuowałam za niego.
-Dziękuję, ta miotła ma ze mną jakiś problem mówię ci.- zasmialam się.
-Widzisz, mnie jakoś lubi.
-Bo ty jesteś czarownicą, a czarownice latają na miotłach. -zażartował. -Oh, a tak wogole, zamiatasz, czy próbujesz odlecieć?
Nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. Na stole leżał ostatni kawałek ciasta kremowego. Wzielam je i podeszłam do Willa. Musiałam zadrzeć głowę do góry aby na niego spojrzeć.
-Tak? Tak chcesz ze mną pogrywac?- i rzuciłam w.niego tym ciastkiem, ubrudzilam mu całą twarz.
-Osz ty mały skrzacie! Jak ja cię dorwe..- zaczął mnie ganiać po całej auli. W końcu mnie złapał w talii, obrócił przodem do siebie, przyciągnął bliżej. Czas jakby zwolnił, staliśmy i sie na siebie patrzylismy. Nagle się do mnie przysunął, powiedział mi do ucha: -Już od dawna chciałem to zrobic..
Wziął mnie na ręce, owinęłam nogami jego pas. Nie mogłam niczego z siebie wykrztusić. W końcu jego wargi dotknely moich. Calowal mnie z taką pasją, jego usta były takie miękkie. Smakowały miętą. Uśmiechnęłam się przez pocałunek i oplotłam jego kark rękoma. Po dłuższej chwili odstawil mnie na podłogę. Nadal się w siebie wpatrywaliśmy. W końcu Will powiedzial:
-Skoro odważyłem się zrobić to, będę miał odwagę ,by zapytać: Jessamine, pójdziesz ze mną na randkę w piątek?
-Z miłą chęcią, Wiliamie- uśmiechnęłam się szeroko. -No co, myślisz ze tylko ty możesz..- nie zdążyłam dokonczyc ,bo poderwał mnie z podłogi w swoje ramiona i okręcił kilka razy, po czym znów pocałował.
-Jessie, mała zadziorna Jessie- zasmial się.
-Oh, no już. Chodzmy, bo nas tu zamkną jeszcze.
-Mi pasuje!
Zasmialam się i Szturchnęłam go w bok. -Rusz się, poważnie mówię.
Aha, za wszystkie błędy czy niedociągnięcia przepraszam
Do następnego! xxx
Kiedy spotkanie się skończyło, Will i ja musieliśmy posprzątać. Zajęłam się układaniem krzeseł, a mój towarzysz zzamiatał. Oboje milczelismy niezrecznie. Nie wiedziałam jak zacząć rozmowę. Rozbolała mnie głowa. Postanowiłam to jednak zignorowac i wróciłam do pracy. Kiedy skończyłam zwróciłam się w stronę Willa i obserwowałem jak niezdarnie zamiata. Starałam się nie wybuchnąć śmiechem. Podeszlam do niego, zebrałam mu miotłę i kontynuowałam za niego.
-Dziękuję, ta miotła ma ze mną jakiś problem mówię ci.- zasmialam się.
-Widzisz, mnie jakoś lubi.
-Bo ty jesteś czarownicą, a czarownice latają na miotłach. -zażartował. -Oh, a tak wogole, zamiatasz, czy próbujesz odlecieć?
Nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem. Na stole leżał ostatni kawałek ciasta kremowego. Wzielam je i podeszłam do Willa. Musiałam zadrzeć głowę do góry aby na niego spojrzeć.
-Tak? Tak chcesz ze mną pogrywac?- i rzuciłam w.niego tym ciastkiem, ubrudzilam mu całą twarz.
-Osz ty mały skrzacie! Jak ja cię dorwe..- zaczął mnie ganiać po całej auli. W końcu mnie złapał w talii, obrócił przodem do siebie, przyciągnął bliżej. Czas jakby zwolnił, staliśmy i sie na siebie patrzylismy. Nagle się do mnie przysunął, powiedział mi do ucha: -Już od dawna chciałem to zrobic..
Wziął mnie na ręce, owinęłam nogami jego pas. Nie mogłam niczego z siebie wykrztusić. W końcu jego wargi dotknely moich. Calowal mnie z taką pasją, jego usta były takie miękkie. Smakowały miętą. Uśmiechnęłam się przez pocałunek i oplotłam jego kark rękoma. Po dłuższej chwili odstawil mnie na podłogę. Nadal się w siebie wpatrywaliśmy. W końcu Will powiedzial:
-Skoro odważyłem się zrobić to, będę miał odwagę ,by zapytać: Jessamine, pójdziesz ze mną na randkę w piątek?
-Z miłą chęcią, Wiliamie- uśmiechnęłam się szeroko. -No co, myślisz ze tylko ty możesz..- nie zdążyłam dokonczyc ,bo poderwał mnie z podłogi w swoje ramiona i okręcił kilka razy, po czym znów pocałował.
-Jessie, mała zadziorna Jessie- zasmial się.
-Oh, no już. Chodzmy, bo nas tu zamkną jeszcze.
-Mi pasuje!
Zasmialam się i Szturchnęłam go w bok. -Rusz się, poważnie mówię.
Aha, za wszystkie błędy czy niedociągnięcia przepraszam
Do następnego! xxx
Rozdział superowy! Już lubię tego Will'a:D Ciekawe co planuje Malik? O.o Może już coś zrobił, aby się zemścić??? Zdecydowanie tak! Bardzo by było fajnie gdybyś napisała opis bohaterów: )
OdpowiedzUsuńOohh,ten Will słodki <3 ^_^, ale niech on grzecznie spada.....rozdział super,czekam na kolejny....i,dawaj Zayn'a :') <3 .
OdpowiedzUsuń